Tuesday, 14 May 2019

Avengers: Endgame ★★★★★


Minęło jedenaście lat, odkąd Tony Stark po raz pierwszy ogłosił światu swoją słynną kwestię „I am Iron Man” i wreszcie w 2019 r. zostaliśmy uraczeni filmem, który próbuje związać w całość wszystko, co się od tego czasu wydarzyło. Pomysł na Endgame polega na tym, aby wziąć emocjonalny odpowiednik jąder widzów po czym naprzemiennie masować i bić je na kotlety. (w miejsce jąder możecie wyobrazić sobie cokolwiek chcecie).

Jeśli chodzi o spoilery: zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby wspomnieć o tym, co dzieje się poza trailerami, które już widzieliście, ponieważ w drodze do kina swoim wysokim głosikiem groziła mi wielka uszata mysz i mógłbym przysiąc, że za nią zobaczyłem samego Walta Disney’a. Jednak w całym tekście pojawią się istotne spoilery z Infinity War.


Endgame wychodzi tuż po wstrząsającej świat katastrofie Avengers Infinity War, w której wielki straszny purpurowy mężczyzna o imieniu Thanos zabił pięćdziesiąt procent wszystkich żywych stworzeń i po tym bezprecedensowo zakończył film, wszystko po to, by wywołać u widzów nawracające PTSD (Pretty Terrible Sleep, Disney).

Poza krótką chwilą na końcu Ant-man & The Wasp, zostaliśmy bez koncepcji na to, co Avengers planują zrobić, aby naprawić znacznie lżejszy świat, w którym teraz żyją. Scena po napisach z Captain Marvel w jej tytułowym filmie była ku mojemu zaskoczeniu sceną prequel’ową, opartą na momentach zaraz przed rozpoczęciem Avengers: Endgame, i niestety miała ona w niej podobnie mało czasu ekranowego co w całym Endgame.

Nie widziałem wcześniej filmu na podstawie komiksu, który wydawałby się tak bardzo podobny do tego co sprawia, że komiksy są tak świetne, nie tylko jako ustrukturyzowana opowieść o superbohaterach. Teksty i reżyseria w Endgame jest wyjątkowe, niejednokrotnie wszyscy na widowni sapali głośno lub klaskali w dłonie z radością. Przewroty i fan serwis są obfite, nie będę ich szczegółowo opisywał dla Waszego bezpieczeństwa emocjonalnego. Jest też jedna scena w filmie, która ma być nowym punktem odniesienia dla scen wojennych, sprawia, że bitwy we Władcy Pierścieni wyglądają jak bitwy Lego Władcy Pierścieni.

Bracia Russo, reżyserzy większości najlepszych filmów MCU, byli cytowani, mówiąc, że ten film jest największym emocjonalnym rollercoasterem i znacznie lepszym wyciskaczem łez niż Infinity War i jestem skłonny się z tym zgodzić. Będziecie potrzebować chusteczek. Słyszałem kiedyś takie zdanie „Nie ma suchego oka w domu”, ale po raz pierwszy słyszałem, jak wszyscy w kinie szlochali przez co najmniej 90 minut.


Jestem pewien, że słysząc, jak cudowny był ten film, zastanawiacie się, czy znajdzie się chwila na wyjście do toalety przez te 181 minut. Krótka odpowiedź. Nie, nie ma opcji. Film jest tak ściśnięty, że nie zdziwiłbym się, gdybym usłyszał, że po wstępnym cięciu trwał ponad pięć godzin, a jest tak fascynujący, że chciałbym raczej sikać w spodnie niż gdzieś iść. W przeciwieństwie do standardu Marvela, nie ma sceny po napisach.

Marvel zrobił coś niesamowitego w ciągu ostatnich jedenastu lat i, mówiąc, że warto było czekać, to trochę niedopowiedzenie. Jedyne, co powiedziałbym w negatywnym świetle, to fakt, że jeśli do teraz nie oglądaliście filmów MCU, nie będziecie mieć zielonego pojęcia co się dzieje. Każda kwestia jest dowcipem lub odniesieniem do jednego z  poprzednich filmów, więc bez obeznania człowiek się w tym po prostu pogubi. Poza tym jest to najbardziej złożona i imponująca produkcja, jaką kiedykolwiek widziałem z punktu widzenia filmu akcji / komiksu, nie będziecie zawiedzeni. Odpowiedni koniec Sagi Kamienia Nieskończoności. Weźcie chusteczki.


★★★★★
David Roberts



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

No comments:

Post a comment