Monday, 16 September 2019

Laleczka ★★☆☆☆


W gronie złoczyńców są tacy, którzy w popkulturze będą żyli wiecznie. Weźmy naszych ulubieńców, Michaela Myersa, Jasona Vorheesa i Freddy'ego Kruegera. I wychodzi nam Chucky. Lubiana przez wszystkich zabójcza zabawka, która istnieje od 1988 roku i przeszła całkiem długi rozwój. Od skromnych początków jako zwykłego horroru, poprzez pierwsze kontynuacje filmu jako łamacza gatunku, po późniejsze kontynuacje, w których staje się postacią komediową i potem znów wraca do horroru. W teorii wszystko już mamy za sobą.


Ale teraz jakiś bufon w Hollywood postanowił zrestartować franczyzę i zacząć od nowa z nowym zespołem, aktorem głosowym i klimatem - pomimo faktu, że oryginalna seria wciąż trwa. To dość niespotykane, co? Powrót franczyzy, która wciąż żyje? Pierwotny twórca Don Mancini całkowicie odrzucił ten pomysł i kontynuuje pracę nad kolejną odsłoną serii OG Chucky. Słusznie… ponieważ ten plan cuchnie desperacją.

Laleczka idzie w innym kierunku niż oryginalna / trwająca seria, zmieniając to, co sprawia, że ​​Chucky działa. Podczas gdy w oryginale, Chucky była gospodarzem dla duszy seryjnego mordercy Charlesa Lee Raya, tym razem jest to po prostu wadliwe urządzenie inteligentne, po wyłączeniu wszystkich jego zabezpieczeń, przez mszczącego się za zwolnienie pracownika warsztatu. To horror naszych czasów, wyraźnie skierowany do nowego pokolenia umieszczając naszą zabójczą lalkę w „internecie rzeczy” - jest zsynchronizowana ze wszystkimi urządzeniami domowymi, a nawet inteligentnymi samochodami elektrycznymi, więc oczywiście, może wiele nabałaganić.

Narracyjnie, film podąża podobną ścieżką co oryginał z 1988 roku - Chucky wpada w ręce Andy'ego Barclaya, młodego chłopca, który zaprzyjaźnia się z pozornie niewinną lalką, po czym sprawy przybierają zły obrót. Mimo wszystko, coś jest nie tak z tym filmem, nie mogę winić struktury narracyjnej - jest to pełne szacunku odwzorowanie oryginalnej fabuły. Oczywiście, są pewne drobne zmiany, ale postacie są w większości wiernie zrekonstruowane. Największym problemem jest sam Chucky. Poza tym, że wygląda cholernie absurdalnie i zupełnie nie przerażająco (chociaż cieszę się, że efekty były w dużej mierze praktyczne, a nie komputerowe) - jego głos jest źle dobrany. Brad Dourif jest i zawsze będzie Chucky. Tutaj w rolę wstępuje Mark Hamill - wspaniały aktor głosowy, jasne, ale nie pasujący do Chucky.

Jednak główną wadą tego filmu jest to, że po zabójstwie zostają nam jedynie tortury bez krzty kreatywności, czy skuteczności w próbach straszenia nas. Film nie przeraża tak jak oryginał, ani nie jest zabawny jak późniejsze kontynuacje - jest gdzieś pośrodku; nie przerażający i nieśmieszny. To zabawne, jaki ta odsłona popełnia błąd, przede wszystkim w samym projekcie psycho-lalki. Jeśli twój Chucky wygląda (i brzmi) źle, to może sprawić, że cały film zawiedzie.


Byłem rozczarowany - nie tylko jako fan Chucky, ale jako fan horroru. Jest to niepotrzebny i bezduszny restart, który niczym się nie broni i służy jedynie jako przypomnienie tego, jak dobra jest oryginalna seria - to już chyba coś mówi, skoro nawet jako fan Chucky przyznaję, że oryginały to też nie jest taka fantastyczna sprawa. Unikajcie tego całkowicie niepotrzebnego tworu i trzymajcie się oryginałów Dona Manciniego. Nie są idealne, ale przynajmniej ich pokręcona idea trzyma się kupy.


★★☆☆☆
Sam Love



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Wednesday, 11 September 2019

Holmes & Watson ☆☆☆☆☆


Holmes i Watson osiągnęli coś zdecydowanie imponującego. Było nawet gorzej niż przeczuwałem po wszystkich krytycznych komentarzach i plotkach. Słyszałem wszystko co najgorsze o tej absolutnej katastrofie filmowej, ale wierzyłem, że to nie będzie prawda w 100%. Niestety, legendy są prawdziwe. Holmes i Watson to po prostu obrzydliwy twór pisarski, aktorski, montażowy i reżyserski. Nie ma tu żadnych pozytywów. Porozmawiajmy jednak o Holmesie i Watsonie, zwycięzcach czterech nagród Razzie w 2019 r. - w tym dla Najgorszego Filmu.


Dla tych z was, którzy uniknęli wzmianek o tej hańbie filmografii - mieliście szczęście, nie psujcie tego i uciekajcie póki możecie. Tylko Wam to zaszkodzi. Nie przyjdzie nic dobrego z czytania o Holmesie i Watsonie.

Ciągle tutaj? Okej. Cóż, film śledzi losy detektywa Sherlocka Holmesa i Johna Watsona, którzy łączą siły, aby zbadać tajemnicze morderstwo w pałacu Buckingham. Sprawa wydaje się prosta, ponieważ wszystkie znaki wskazują na profesora Jamesa Moriarty'ego, kryminalistę i długoletniego nemezis naszego duetu zajmującego się rozwiązywaniem przestępstw. Wtedy zaczynają się pojawiać nowe zwroty akcji i wskazówki, a największy na świecie detektyw i jego zaufany asystent muszą użyć legendarnego sprytu i pomysłowych metod, by złapać zabójcę, zanim Królowa stanie się kolejną ofiarą.

Ten opis daje nadzieję, że nie jest tak źle. Zapominając na chwilę, że to ten film to komedia, patrzę na streszczenie i myślę „hej, nowy film Holmesa, może być dobry”. Te z Robertem Downey Jr / Jude Law były świetne. Ale to nie jest świetne. To nie jest nawet prawie dobre. Pomimo powrotu Step Brothers i byłych kolegów Talladega Nights, Willa Ferrella i Johna C. Reilly, nie są w stanie choćby czyścić butów poprzednim filmom.

Więc co z Holmesem i Watsonem jest nie tak? Trudno jest wyrazić to słowami. Po pierwsze, jak na komedię jest okropnie nieśmieszna. Niezależnie od tego, czy żarty są dziecinne, do tego stopnia, że ​​nawet uczniaki będą się kulić od zażenowania, czy są przestarzałe, a czasem nawet obraźliwe, nie ma absolutnie żadnych okazji do śmiechu. Występy głównych postaci są po prostu dziwne w tym, jak są okropne - w przypadku angielskiego akcentu Ferrella jest prawie niemożliwe słuchać go bez mdłości i oburzenia, że właśnie wokół niego kręci się cały film. John C. Reilly, znacznie lepszy aktor w tym duecie, radzi sobie nieco lepiej, ale nadal to nic ciekawego. Szkoda, bo Reilly miał świetny rok - The Sisters Brothers, Stan & Ollie i Ralph Demolka w internecie były wspaniałe.


Ekipa w składzie Ralpha Fiennesa, Steve'a Coogana, Roba Brydona, Rebecca Hall, Kelly Macdonald i Hugh Laurie wysilają się na tyle na ile to potrzebne. Kierunek i struktura filmu są niesamowicie amatorskie, scenariusz Etah Cohen (nie Ethan Coen) to absolutna parodia, a całość wygląda po prostu tanio.

Ta recenzja była naprawdę pobłażliwa, ponieważ powiedzenie wam, jak naprawdę się czuję po Holmesie i Watsonie, byłoby niewłaściwe. Zamiast tego staram się raczej spełnić obowiązek obywatelski. W związku z tym zakończę to wspominając jedyny dobry moment występu Holmesa i Watsona, aby moja opinia nie była całkowicie negatywna. Koniec filmu, fantastyczny moment. Unikajcie Holmesa i Watsona.

☆☆☆☆☆
Sam Love


Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Saturday, 7 September 2019

Green Book ★★★☆☆


Kolejny rok, kolejna nagroda dla najlepszego filmu. Jednak jak zwykle, kilka miesięcy po wygranej, czy nadal kogoś to obchodzi? Czy ktoś jeszcze mówi o Green Book? To jedno z najbardziej kontrowersyjnych zwycięstw w historii Oscarów - zwycięstwo, które spowodowało, że Spike Lee niemal wyskoczył ze swojego miejsca i wstrząśnięty próbował opuścić ceremonię - co akurat z pewnością pozostanie zapamiętane. Tym samym, jeszcze raz rzućmy okiem na Green Book, zanim zostanie na zawsze zagubiona w annałach historii kina, ze swoim przeznaczeniem bycia tym pytaniem w quizach, na które nikt nie będzie znał odpowiedzi.


Film śledzi losy Tony'ego „Lipa”, bramkarza z włosko-amerykańskiej dzielnicy Bronx, w momencie, w którym zatrudnił się jako kierowca doktora Dona Shirleya, światowej klasy czarnego pianisty, podczas trasy koncertowej z Manhattanu na południe. W swojej podróży muszą polegać na „Zielonej Książce”, która poprowadzi ich do kilku lokali, które były wówczas bezpieczne dla Afroamerykanów. W obliczu powszechnego rasizmu i niebezpieczeństw - a także nieoczekiwanego humoru i ludzkiej życzliwości - zmuszeni są odłożyć na bok różnice, skupić się na przetrwaniu i rozwijać się w podróży swojego życia. Tak, na pozór nie jest to zbytnio oryginalne. Ale w tym przypadku to nie brak oryginalności jest problemem.

Problem z Green Book polega na tym, jak bardzo utrwala on narrację białego zbawiciela i przy tym niemal przypomina parodię. Film robi z Tony’ego bohatera ze złotym sercem i nie jest zaskoczeniem, że ten dzieło zostało napisane przez nikogo innego jak syna Tony'ego. Jest to film z rodzaju „Patrzcie jak niesamowity był mój tata”, pomimo wielu doniesień, że w rzeczywistości przyjaźń między nim a Donem nigdy nie rozkwitła i pozostał on rasistą. Nie wiem, czy to prawda - nie było mnie tam - ale wiele osób, w tym rodzina Dona to potwierdzała. Nie jest to zaskakujące. W końcu to Hollywood. Nie można pozwolić, by fakty stały na przeszkodzie dobrej, przyjaznej i rozgrzewającej serce białej opowieści!

Jedną z rzeczy, których nie ma co poddawać dyskusji, są zdolności aktorskie obu głównych aktorów. Zarówno Viggo Mortensen (Tony), jak i Mahershala Ali (Don) dają z siebie wszystko i niezaprzeczalnie jest między nimi chemia. Sceny z tymi postaciami kłócącymi się w samochodzie nad jedzeniem, muzyką i różnymi historiami są po prostu świetne - cudownie łącząc komedię i dramat. Szkoda, że nigdy wcześniej się to nie wydarzyło. Film skupiony wokół tych występów śmierdzi zmarnowanym potencjałem - przy tak niesamowitej pracy aktorów szkoda, że nie powstał z tego lepszy produkt końcowy. Zamiast tego pozostaje nam frustrująco rozczarowująca, nadmiernie czysta i wręcz przewidywalna „prawdziwa” historia, która kontynuuje niepokojący trend białego zbawiciela.


W ciągu roku, w którym dostaliśmy BlacKkKlansman, zbrodnią jest, że Green Book zdobył wszystkie wyróżnienia i społeczne uznanie - wydaje mi się, że powodem może być to, że jest znacznie łatwiej przyswajalny, głupszy i lekkostrawny, można nim łatwo nakarmić masy. Ale co najważniejsze, jest on całkowicie nieofensywny i wręcz niedokładny, olewa cały ten bardzo wstrząsający okres i zamienia go w dobrą komedię. Powtórzę tylko, że nie mam do powiedzenia nic złego na temat głównego duetu. W związku z tym Green Book dostaje najzwyklejsze na świecie 3 na 5.

★★★☆☆
Sam Love

Green Book w CeX


Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Thursday, 5 September 2019

Replikanci ☆☆☆☆☆


Żyjemy w złotym wieku Keanu Reevesa. W tym roku dał nam trzeci film Johna Wicka, udzielił głosu w Toy Story 4, zapowiedział Cyberpunka 2077 i zainspirował wiele zacnych memów. To dobry czas by żyć. Ale mimo wszystko wciąż znajduje on czas na kręcenie też tych gorszych filmów. Ostatni film Keanu, który recenzowałem, to „Exposed”, który - szokująco - ależ ten czas płynie - został wydany w 2016 roku. Okropna sprawa. Zaś dzisiejszy film, Replikanci, nie jest dużo lepszy ... W rzeczywistości jest prawdopodobnie nawet gorszy, a to już coś mówi.


William Foster (Reeves) jest genialnym neurobiologiem, który w tragicznym wypadku traci żonę, syna i dwie córki. Korzystając z najnowocześniejszej technologii, William wymyślił śmiały i bezprecedensowy plan pobrania ich wspomnień i sklonowania ich ciał. Gdy eksperyment zaczyna wymykać się spod kontroli, Foster wkrótce staje w sprzeczności ze swoim wahającym się szefem, niechętnym wspólnikiem, policyjną grupą zadaniową i prawami fizyki. Krytycznie przesadzone i przy szacowanej stracie w wysokości 22 milionów dolarów Replikanci nie zdobędą raczej żadnych słów uznania… od nikogo. Nawet najbardziej lojalni fani Keanu będą się chować po kątach.

Sama przesłanka jest interesująca. To chyba jedyny możliwy pozytywny komentarz na temat tego filmu. Pomysł ożywienia zmarłych członków rodziny ze wspomnień i przy pomocy klonowania jest interesujący, a z dobrym scenariuszem i reżyserią można by stworzyć niesamowity film science-fiction. Ale z pisarzem „The Day After Tomorrow” Jeffreyem Nachmanoffem i scenariuszem Chada St. Johna, jest to ewidentnie trafiona sprawa. Nie tyle ekscytujące science fiction, co raczej nudne i złożone studium biurokratycznej strony klonowania zmarłej rodziny w swojej piwnicy. Replikanci cuchną zmarnowanym potencjałem.

Zbyt zawiły, nudny i zagmatwany; Replikanci nie są zabawni ani rozrywkowi. Wiele słabych filmów w dzisiejszych czasach, nie wypada ostatecznie tak źle, bo fajnie jest usiąść z przyjaciółmi i bezlitośnie kpić z każdej sceny - tutaj zamiast tego po prostu denerwuje widok marnowania talentu i wyrzucania pieniędzy na coś niepotrzebnego. Po sukcesach Keanu w 2019 roku mam nadzieję, że Reeves nigdy nie ulegnie tej złej sławie. Jest po prostu na to za dobry.


Zakończę to dzieląc się z Wami tym cudnym fragmentem komunikatu prasowego Replikantów. „Kino to medium wyobraźni, zawsze było idealnym formatem do przedstawiania odważnych nowych koncepcji. Replikanci łączą tematy robotyki i klonowania, które pojawiały się w wielu klasycznych filmach na przestrzeni lat, co pokazuje, że jeśli połączysz śmiałą historię science fiction z ekscytującą akcją, szybko doprowadzi to do sukcesu. ” Nie ma nic odważnego ani nowego w Replikantach , a sukcesu na ekranie z pewnością nie było i nie będzie. Wszystko w Replikantach jest słabe - od obsadzenia Keanu Reevesa jako naukowca, mimo że, jest bohaterem akcji, po fabułę wypełnioną dziurami niczym polska droga - unikajcie go za wszelką cenę.

☆☆☆☆☆
Sam Love



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Tuesday, 3 September 2019

Teraz albo nigdy ★★★☆☆


Mieszkając w małym spokojnym nadmorskim miasteczku, nie często mam okazję wpaść do kina - więc kiedy już tam jadę, to spędzam tam praktycznie cały dzień. Zazwyczaj próbuję obejrzeć kilka filmów jeden po drugim. Kilka miesięcy temu miałem kilka godzin do zabicia między seansami, które rzeczywiście chciałem zobaczyć i tak znalazłem się na pokazie Teraz albo nigdy. Nie miałem pojęcia, jak się tam dostałem. To był rodzaj filmu, którego zwykle bym raczej nie obejrzał. A jednak tam byłem. Postąpiłem jak mężczyzna i zostałem na cały seans, co samo w sobie było zaskoczeniem. Ale jaka była największa niespodzianka? Wcale nie było tak źle.


Przekonanie Was o tym będzie pewnie niemożliwe, ale postaram się wyrazić słowami, jak ten uroczy film naprawdę mnie bawi i pokazuje by “nie oceniać książki po okładce”.

Jennifer Lopez występuje w roli Mayi, 40-letniej kobiety walczącej z frustracją z powodu niespełnionych marzeń. Nadal czytacie? No nieźle. Szanuję Waszą cierpliwość. Zasadniczo młody syn najlepszej przyjaciółki Mayi tworzy stronę Mayi na Facebooku, która jest pełna bzdur na temat jej rzekomo niekończących się kwalifikacji i ogólnej doskonałości. Z tego powodu nasz bohaterka znajduje znakomitą pracę - ale to tylko kwestia czasu, aż wszystkie kłamstwa wyjdą na jaw i bajka się skończy. Co zaskakujące, to NIE jest rom-com! Jest trochę romansu, ale dotyczy Milo Ventimiglii.

W każdym razie, jest to tylko, albo i aż… zabawny film, który nie traktuje siebie zbyt poważnie. Większość żartów siada jak zło, w dość niewyrafinowany sposób, a absurdalnie prosta fabuła jest tak skomplikowana, że można całkowicie wyłączyć mózg. To najwyższej klasy kinowa papka, otulająca widza jak ciepły sweter i delikatnie szepcząca, że wszystko będzie dobrze. Nie ma przemocy ani cynizmu, a na pewno nie przypomina nam o tym, jak cholernie okropny jest nasz świat. To tylko Jennifer Lopez robi swoje w Nowym Jorku przez 90 minut, a ja jestem tutaj, aby powiedzieć, że myślę, że właśnie tego teraz potrzebujecie. Widzę, jak kręcicie głową i najeżdżacie na X tej karty w przeglądarce, mamrocząc do siebie: „Starczy mi tego” i okej, nie obwiniam Was. Gdyby ktokolwiek inny nagadałby mi tyle o Teraz albo nigdy, też byłbym zirytowany.


Ale, drodzy czytelnicy, zaufajcie mi. Teraz albo nigdy jest właśnie tym, czego potrzebujecie. W tym filmie nie ma absolutnie nic intelektualnego ani wyniosłego. Jeden z najzabawniejszych momentów w filmie to scena, w której Jennifer Lopez mimowolnie powiedziała ważnemu chińskiemu biznesmenowi, że odbyt jednego z jego kolegów wymaga wydojenia. Tak. Ten film nie zdobędzie żadnych nagród (może z wyjątkiem Razzies) i na pewno nie zostanie zapamiętany. Właściwie w najlepszym wypadku wszyscy zapomną o nim za tydzień. Ale dzisiaj, teraz, dajcie temu szansę. Wyłączcie myślenie i przyznajcie się, że od czasu do czasu wszyscy potrzebujemy takiego badziewia. Relaksuje umysł lepiej niż jakikolwiek napój czy dragi.

★★★☆☆
Sam Love



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Monday, 2 September 2019

Weź swoje gry na koniec świata i jeszcze dalej z CeX!


Toy Story 4 już za nami, pora więc złożyć hołd Pixarowi za ich wspaniałe filmy!



Nie zapominajcie o swoich starych zabawkach - weźcie swoje gry, konsole i wszelkie gadżety na koniec świata i jeszcze dalej z CeX!


Zagarnijcie gotówkę lub wymieńcie swoje rzeczy na to, czego naprawdę pragniecie w naszych sklepach lub online.

Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Saturday, 31 August 2019

Pewny kandydat. Jak nie zostać prezydentem ★★★★☆


Żyjemy w świecie, w którym na każdym kroku jesteśmy bombardowani tak zwanymi „newsami” o tym, co jakaś sławna osoba, o której nigdy nie słyszeliśmy, powiedziała, zrobiła lub nosiła na nieokreślonej gali. Stało się tak powszechne w naszej codzienności, że jesteśmy tego całkowicie nieświadomi. Po prostu bierzemy za pewnik, że życie polityka, aktora lub pisarza po prostu nie jest ich prywatną sprawą. Wszystko zmieniło się pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy tabloidy zmieniły swoje pazury w narzędzia wyborcze i wywróciły do góry nogami związek między prasą, a polityką. Wpływ tych zmian widzimy do dziś i portret tego zjawiska możemy oglądać na dużym ekranie.


Dla tych, którzy nie są zaznajomieni ze skandalem w sercu “Pewnego kandydata”, film zaczyna się, gdy Gary Hart (Hugh Jackman) zostaje liderem demokratycznej nominacji na prezydenta w 1987 roku. Inteligencja, charyzma i idealizm Harta sprawiają, że jest popularny wśród młodych wyborców, tworząc mu pozornie prostą ścieżkę do Białego Domu. Wszystko to burzy się, gdy w mediach pojawiają się zarzuty o pozamałżeński romans, zmuszając kandydata do zajęcia się skandalem, który może skutkować klęską jego kampanii i życia osobistego. Następstwem jest chaotyczny koniec czegoś, co mogło być bardzo świetlaną przyszłością polityczną, a Hart słynie teraz jako najlepszy prezydent, którym nigdy nie został.

Na podstawie książki “All the Truth Is Out: The Week Politics Went Tabloid” autorstwa Matta Bai, który jest współautorem scenariusza, jest to absolutnie fascynująca migawka z kilku dni wydarzeń tworzących historię polityki w USA. W świecie pełnym politycznego chaosu historia ta działa dziś na wyraz dobrze - choć ogólnie sprawia, że kibicuję politykowi, który z braku lepszego sposobu na przedstawienie go, ma po prostu romans. W dzisiejszych czasach mamy seksizm, rasizm i homofobię we wszystkich dziedzinach polityki - Hart się tego nie tykał, a romans, to coś z czym mogę sobie poradzić.

“Pewny kandydat” to przede wszystkim studium postaci, więc kluczową rolę odgrywa występ główny. Na szczęście reżyser Jason Reitman powierzył to wielkie zadanie Hugh Jackmanowi, który wykonuje absolutnie fenomenalny występ, który powinien być liderem w kolejce po nagrody Akademii. Jackman jest tak niesamowicie wciągający i wielowarstwowy w roli Harta, pokazując nam swoje charyzmatyczne życie publiczne, ale także niesamowity stres i chaos towarzyszący skandalowi. To przedstawienie, które z pewnością przypadnie Wam do gustu jako jedno z jego najlepszych, wraz z Loganem i Królem rozrywki. Jackman staje się Hartem do tego stopnia, że ​​zupełnie zapominamy, iż oglądamy Wolverine’a pchającego się do Białego Domu.

Inne gwiazdy to JK Simmons i Vera Farmiga, które jak zawsze robią wrażenie, ale dla mnie główną atrakcją filmu był Bill Burr jako obskurny dziennikarz Pete Murphy, który odegrał kluczową rolę w przełamaniu wielkiej historii niewierności Harta. Burr jest naprawdę fantastyczny w tej roli i przypomina widzom, że jest czymś więcej niż tylko przeklinającym komikiem - w rzeczywistości jest też cholernie dobrym aktorem.


“Pewny kandydat” mógł zostać całkowicie zignorowany przez masy, ale szczerze mówiąc, jest to jeden z najlepszych filmów roku. W każdym innym wszechświecie byłby właśnie w czołówce wyścigu o najlepszy film, a Hugh Jackman byłby kandydatem na najlepszego aktora. Ale hej, żyjemy w świecie, w którym Bohemian Rhapsody może wygrać 4 Oscary, więc nie ma tu sprawiedliwości. “Kandydat” może zostać cichym nowoczesnym klasykiem, ale dla tych z was, którzy go znajdą, czeka miły, ciekawy seans. Prawdziwe arcydzieło gatunku dramatu politycznego.

★★★★☆
Sam Love



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl