Monday, 8 April 2019

Devil May Cry 5 ★★★★★


Jako, że zbliżamy się do końca cyklu życia obecnej generacji konsol, zaczynają się nieśmiało pojawiać silniki gier inne niż Unreal, który był zdecydowanie najczęściej używanym silnikiem tej generacji, wydając na świat jedne z najlepiej wyglądających gier do tej pory. Tutaj, po raz kolejny Capcom pokazuje nam, że silnik RE, pierwotnie stworzony dla Resident Evil 7, jest bardziej uniwersalny niż początkowo sądziliśmy. Resident Evil 7 był doskonałą wizytówką, a najnowszy remake Resident Evil 2 jako moja ulubiona gra roku pokazuje, jak powinno się robić remake / reimaging. Nostalgia jest dobra, zwłaszcza jeśli jednocześnie dokonujemy zmian, aby zachować świeżość dla tych z nas, którzy ogrywali produkcję już 20 lat temu. Silnik pokazał, że jest zdolny do czegoś więcej niż tylko pierwszoosobowego horroru. Może sprawić, że zombie znów będą przerażające, tym razem z perspektywy trzeciej osoby. Dwa miesiące później Devil May Cry 5 wchodzi całe na biało, aby pokazać, że nie ma też problemu z robieniem szybkich, napakowanych akcją hack&slash'y, nie tracąc przy tym swoich wartości wizualnych, i nadal celując w 60 klatek.


Etapy otwierające DMC są znacznie szersze niż którekolwiek z klaustrofobicznych poziomów z Resident Evil, a niektórzy przeciwnicy są więksi niż tam przeciętny budynek. Jednak warto też wspomnieć o kamerze, która w niektórych ciaśniejszych momentach potrafi płatać nam figle blokując się o elementy otoczenia. Detale poziomów, ubrań i mimiki bohaterów to jedne z najlepszych, jakie widziałem, a całości dopełnia destrukcyjność elementów poziomu, sporą robotę robią więc chociażby książki z dowolnej roztrzaskanej biblioteczki. Mimo to po ósmej misji krajobraz przestaje już być aż tak różnorodny - z jednym dziwnym wyjątkiem - i dalej wszystko wygląda tak samo, w większości same tunele i jaskinie.

Pierwsze 10 minut gry to więcej “Devil May Cry” niż było w całym DMC z 2013, więc o tej ciekawostce możecie już zapomnieć. DMC 5 jest o wiele bliżej DMC 3 patrząc na gameplay, wizualia i ogólny feeling; z dziwnymi elementami DMC 4 pokazującymi tylko głowę zza płotu. Dante, siwowłosy John Wick wśród łowców demonów, zachowuje się bardzo podobnie do swoich występów w DMC 3 i 4. Ma tonę broni i akcesoriów, które można zmieniać w locie, a także cztery różne style walki z DMC 3; (Trickster, Gunslinger, Swordmaster i Royalguard) pozwalające na nieograniczony potencjał kombo, są one nawet możliwe do połączenia.. dla ludzi z refleksem pro’sów ze Street Fightera.

Nero, który teraz szuka zemsty po utraconym ramieniu, jest bardzo podobny do swojej wersji z DMC 4, z tym że stracił rękę demona i zastąpił ją zgrabną protezą zwaną Devil Breakers. Każde ramię ma swoją odmianę ruchów, które możemy dodać do arsenału Nero i zmienić nieco jego styl walki. V, trochę jak emo Kylo Ren, jest nowym, tajemniczym, kochającym poezję nowym członkiem grupy i wnosi największą dotychczas zmianę stylu gry. Podczas gdy Nero i Dante są bardzo bliscy swoim założeniom z poprzednich części, V wyróżnia się taktyką walki dystansu, a walczą za niego jego trzy demony. Shadow, czarna pantera, walczy na mały dystans i pokona większość przeciwników preferujących walkę w zwarciu. Griffon zaprojektowany raczej na walkę w powietrzu, ale w razie czego ma kilka silnych ciosów dla przeciwników czekających na ziemi.

I wreszcie Nightmare, wielki golem, którego V może przywołać, gdy jego wskaźnik Demon Trigger zostanie wystarczająco naładowany. Osobiście uważam, że sekcje V są trochę nudniejsze i po prostu jak najszybciej chcę wrócić do Dante lub Nero. Stanie z tyłu i wciskanie guzików nigdy nie było zbyt zabawne. Od samego początku dostępna jest opcja automatycznego wspomagania, której nawet gra nie zaleca, znacznie ułatwia ona tworzenie łączonych combo dla wszystkich postaci, dzięki mniejszej liczbie wprowadzanych przycisków i uproszczonym poleceniom.


Historia rozgrywa się, przeskakując w tę i z powrotem na osi czasu. Wszystkie misje i przerywniki w grze zaczynają się od daty i godziny, i są ładowane za pomocą wykresu na osi czasu, dzięki czemu możemy się zorientować o co w tym wszystkim chodzi. Gra to szczególnie dobrze, tam gdzie wiele poziomów jest równoległych do siebie, pokazując do czego zmierza każda postać w danym momencie. W tym miejscu wkracza też mechanika online crossover. Podczas wielu etapów za każdym razem, gdy inny bohater znajduje się w scenie lub walczy gdzieś w oddali, jest to prawdopodobnie inny prawdziwy gracz. Przeważnie są oni na swojej własnej ścieżce i nie wchodzą w interakcję z naszą rozgrywką, z wyjątkiem jednej dziwnej sytuacji, jest to całkiem fajne i zupełnie się tego nie spodziewałem - zobaczycie sami. Gra jest prawdopodobnie jednym z krótszych tytułów w serii Devil May Cry, ale twórcy sugerują nam powtarzanie poziomów innymi postaciami.

Jeśli jesteście fanami oryginalnych odsłon lub szukacie nowej hack&slash’owej przygody, bo God of War po raz dziesiąty nie brzmi już tak dobrze, to nie ma innej gry, którą mogę bardziej polecić. Ja za to potrzebuję teraz nowego Ninja Gaiden i DMC6.

★★★★★
Bry Wyatt



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

No comments:

Post a Comment