Thursday, 15 August 2019

Dark Phoenix ★★☆☆☆


X-Men: Dark Phoenix to nie tylko druga adaptacja Sagi Dark Phoenix z 1980 roku, ale także drugie podejście Simona Kinberga po X-Men: The Last Stand z 2006 roku. Po mieszanych recenzjach, jakie otrzymał The Last Stand, myślicie pewnie, że coś z tego Pan Simon wyniósł.


Trochę się zapędziłem, więc do rzeczy. X-Men: Dark Phoenix, bezpośrednia kontynuacja X-Men: Apocalypse, w dużej mierze podąża za historią Jean Gray (Sophie Turner), która po pochłonięciu tajemniczej siły kosmicznej, w celu uratowania reszty swojego zespołu, otrzymuje wzmocnienie swoich telekinetycznych i telepatycznych mocy. Wkrótce jednak zaczyna tracić kontrolę po czym ucieka. Tymczasem grupa zmiennokształtnych kosmitów, chcących wykorzystać energię pochłoniętą przez Jean do Złych Celów™, przybywa na Ziemię. Podczas gdy profesor X (James McAvoy) z resztą X-Menów próbują wytropić Jean - spierając się ze sobą w międzyczasie - Vuk (Jessica Chastain) i jej zespół D'Bari robią to samo; jedni by pomóc przejąć kontrolę nad nowymi mocami, a drudzy by przyjąć nad nimi kontrolę.

Mimo wszystkich swoich wad (których jest wiele - ale przejdę do tego później), Dark Phoenix bawi się dość interesującymi koncepcjami; Kinberg popycha niektóre ze swoich postaci w nieco innym kierunku niż wcześniej. Zniknął profesor X, wieczny optymista i dobroczyńca; na jego miejscu jest postać, która wydaje się postrzegać X-Menów jako swój osobisty projekt, który przyniósł mu sławę; postać, która pojawia się w magazynach w całym kraju i która ma prezydenta zapisanego w szybkich kontaktach. Biorąc pod uwagę mutanta i znanego X-Mana, który szaleje powodując zniszczenie, to całkiem interesujące zobaczyć, te postaci wchodzące ze sobą w interakcje.

Tyle z zalet filmu. Od czego by tu zacząć? Potencjał żadnego z aktorów nie został do końca wykorzystany, a nikogo tak bardzo jak Jessiki Chastain. Vuk i reszta D’Bari są ciency jak papier; chcą Potężnego Obiektu, aby zrobić Złą Rzecz, bo Zemsta i tyle. Ich obecność stanowi hołd dla oryginalnej sagi komiksowej, tak naprawdę nie dodają wiele do filmu, i szczerze mówiąc wolałbym, żeby Kinberg bardziej skupił się na Jean Gray i tym, jak X-Meni sobie z nią radzą. Bez tego fundamentu nie będziemy widzieć wagi ostatecznej potyczki X-Men VS X-Men VS obcy.


Ostatecznie Dark Phoenix to … znośny film, tak myślę? To nic specjalnego. Zdecydowanie nie najgorszy film X-Men, ale sporo dzieli go od najlepszych. Marvel i MCU podnoszą poprzeczkę od Iron Mana z 2008 roku, pokazując, że wysokobudżetowe filmy o superbohaterach mogą nieść ze sobą zdrową dawkę emocji bez poświęcania wizuali (i odwrotnie). Niestety, choć z pewnością zaczynali dobrze, filmy X-Men w ostatnich latach tak naprawdę nie osiągnęły odpowiedniego poziomu… tak więc Dark Phoenix jest dość przykrym elementem szeroko znanej serii filmów.

★★☆☆☆
Phil Taberner



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Tuesday, 13 August 2019

Castlevania Collection ★★★★☆


Castlevania świętuje w tym roku swoją trzydziestą trzecią rocznicę. W ramach pięćdziesiątej rocznicy powstania Konami zostaliśmy obdarowani kolekcją Castlevania Anniversary na PS4 i Switcha. Składająca się z ośmiu gier o mocno różnej jakości, Castlevania Anniversary to must-have dla nostalgicznych fanów i świetne wprowadzenie dla osób takich jak ja, które zamierzały zagrać w jedną z tych gier przez ostatnie trzydzieści trzy lata, ale rozproszył je okres dojrzewania i Sonic 2.


Uwielbiam Metroidvanie i ostatnio ogrywałem gry Metroid jako dawkę historii i musicie wiedzieć pierwsze tytuły to naprawdę trudne orzechy do zgryzienia. Castlevania zaczęła się jako absolutne arcydzieło, niezwykle trudne, ale nie było to “Nintendo Hard” jak Metroid. To sprawia, że Castlevania wyróżnia się jako doskonale grywalna gra nawet w dzisiejszych standardach.

Większość gier w tej kolekcji jest absolutnie obowiązkowymi tytułami, szczególnie Kid Dracula, która to do tej pory nigdy nie została wydana na zachodzie. Gry Gameboy nie mają uroku 8-bitowych i 16-bitowych odpowiedników i raczej nie są w ogóle warte grania. Grozi to  DualShockiem 4 wbitym w telewizor.

Oryginalny Simon's Quest i Super Castlevania to arcydzieła i naprawdę trudne gry, które ciężko do czegokolwiek przyrównywać. Ta formuła została doskonale opracowana w latach 80. i zainspirowała inne, niezliczone gry wideo, jednak chociaż głównym atutem dla Castlevanii była gra na PS1 Symphony of The Night (której niestety tu nie ma), to jest tutaj naprawdę sporo dobrej rozrywki.


Kid Dracula, jak sama nazwa wskazuje, jest grą o wiele bardziej przyjazną dla dzieci i choć nie jest łatwa, jest o wiele prostsza i wesoła, a animacja zdradza swoje japońskie korzenie. Za niską cenę dostajemy godziny dobrej zabawy. Jedynym powodem, dla którego chcecie  zagrać w gry Gameboy, jest zdobycie trofeum za kolekcję Castlevania (zagranie ze wszystkie tytuły z kolekcji).

Nie mogę uwierzyć, że zajęło mi to tyle czasu, aby zabrać się do tych nieliniowych platformówek i jedyny sposób, żeby nie czuć wstydu związanego z ich pominięciem to ogranie tej kolekcji. Z systemem zapisywania i wspaniałą kolekcją filtrów TV dla preferowanego poziomu immersji, kolekcja Castlevania Anniversary jest obowiązkowym tytułem.


★★★★☆
David Roberts

Castlevania w CeX


Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Saturday, 10 August 2019

Spider-Man: Far From Home ★★★★☆


Podczas gdy zbliżam się do tej gorszej części bycia 30 latkiem, zaczynam rozumieć, że młody Spider-Man prawdopodobnie jest stałym elementem mojego życia, regenerując się jak Doktor Who. Zaczęło się od Tobey Maguire w oryginalnej trylogii Sama Raimi, która miała swoje momenty. Po nieszczęsnej trzeciej części Andrew Garfield nastał reboot, który zrodził dwa kolejne filmy w 2012 i 2014 roku. Ostatnim z nich jest Tom Holland, który koniec końców podpisał trylogię w 2017 roku.


Far From Home znalazło się w trudnej sytuacji, będąc pierwszym dużym filmem po dziele, które zajęło miejsce Avatara jako najbardziej kasowy film wszech czasów. (* Z pomocą reedycji, która dała ostatnie, decydujące pchnięcie). Przywrócony do życia Spiderman(Tom Holland) trafia do świata, w którym minęło pięć lat. Faza trzecia sagi Marvela skończyła się, gdy większość oryginalnych Avengers została wycofana ze służby, a świat powoli zaczyna się przeć dalej bez swoich bohaterów.

Nadszedł czas, aby nowe pokolenie przejęło inicjatywę, a Tony Stark wybrał Spidermana, aby zajął jego miejsce. Na razie jego protegowany zapatruje się na Nicka Fury'ego (Samuel L. Jackson) w celu uzyskania wskazówek, jako że swoją podróż do Europy spędza niechętnie pomagając debiutującemu Mysterio (Jake Gyllenhaal). Nowy bohater z multiwersum przychodzi z poważną wiadomością dla Avengera.

Po raz kolejny Jacob Batalon jest z nami, aby zapewnić moralne wsparcie Nedowi, a znaczna część filmu jest przeznaczona na związek Parkera z MJ (Zendaya). To historia miłosna, przerywana mnóstwem akcji i niekończących się żartów. Spiderman zrozumiale ostrożny po swoim powrocie i chce trzymać się swojej przeszłości, zajmując się mniejszymi sprawami, jednak Fury jest zdeterminowany, aby pomóc mu wejść w ważniejszą rolę, widząc to jako prezent pożegnalny od Starka.

Jaśniejszy ton jest zauważalny w porównaniu z goryczą Endgame, chociaż widać ciągłe referencje. Dwugodzinny seans przeciąga się w niektórych miejscach, podczas gdy jesteśmy oprowadzani po największych miastach Europy. Z Paryża do Londynu, klasa Petera i jego nauczyciele (Martin Starr i J.B. Smoove) podróżują po świecie, a historia często gra drugie skrzypce w tle. Nietrudno jest nadążyć za kilkoma oczywistymi zwrotami akcji i choć ciężko je oceniać w perspektywie poprzedniej części, to Far From Home wciąż kuleje po około godzinie seansu. Podnosi się pod koniec i dziarsko kończy spektakl, przy czym wydaje się nieco nadęte.


Pomimo mojej słabości do interpretacji Maquire'a, jasne jest, że Holland był świetnym wyborem, by popchnąć franczyzę do przodu. Czasem jest niezręczny i oferuje inną dynamikę niż pewni siebie bohaterowie, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Biorąc to jednak pod uwagę, prawdopodobnie zobaczę co najmniej kilka kolejnych przygód Petera Parkera za mojego życia. Ta trylogia może być jak dotąd najlepsza ze wszystkich trzech, o ile Spiderman w końcu wydostanie się z cienia mężczyzny, którego nie może przestać wspominać. Nie jest to pozycja obowiązkowa, ale jest w niej na tyle dużo Marvelowego uroku by przekonać większość z nas.


★★★★☆
James Millin-Ashmore



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Thursday, 8 August 2019

Manifest: S01 ★★★☆☆


Z imponującą obsadą, niejasnym motywem religijnym i historią otaczającą tajemniczy samolot, nie można się oprzeć przed porównywaniem Manifestu NBC, do Zagubionych(Lost). Historia podąża za losami pasażerów i załogi samolotu Montego Air Flight 828, który jakby nigdy nic pojawia się w przestrzeni powietrznej pięć lat po zaginięciu.

Podejrzewano, że wszyscy zginęli w wypadku, co szybko prowadzi do pytania; cóż się tam stało? Czy zostali wymazani przez Thanosa, czy też włączeni do jakiegoś szalonego eksperymentu rządowego? Utknęli w innym wszechświecie? A może to czyściec? Poza ostatnią opcją wszystko brzmi w miarę akceptowalnie, ale wygląda na to, że będziemy musieli chwilę poczekać, zanim jakkolwiek zbliżymy się do satysfakcjonującej odpowiedzi.


Wiele osób, które zostały osamotnione, rozpoczęło nowe życie, co teraz doprowadziło do wielu problemów naszych pasażerów. Czy mogą ponownie połączyć się z rodziną po tajemniczym zniknięciu na pięć i pół roku i co zrobić, gdy w międzyczasie żona zostawi cię dla najlepszego przyjaciela? Narracja przenosi się pomiędzy różnymi postaciami, ale wszechobecna tajemnica prawdopodobnie będzie kluczem do przytrzymania nas na dłużej. Melissa Roxburgh i Josh Dallas otrzymują sporo czasu antenowego, chociaż pierwsze odcinki ciągle przeskakują pomiędzy różnymi pasażerami. Saanvi Bahl (Parveen Kaur) pracował nad pediatrycznym leczeniem raka, które w międzyczasie zostało wprowadzone, podczas gdy Daryl Edwards staje w roli dyrektora NSA, Roberta Vance, próbując dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało.

Twórca Jeff Rake zaplanował całość na sześć sezonów i nie śpieszy mu się do szybkiego opowiadania historii. Z 16 epizodami do obejrzenia, akcja raczej nie będzie najszybsza, plus zawsze istnieje szansa, że ​​serial może zostać anulowany, zanim tajemnica zostanie do końca wyjaśniona. NBC potwierdziło, że drugi sezon jest za rogiem, a za nim dwa kolejne już zaplanowane, więc na pewno otrzymamy chociaż część odpowiedzi. Na deser w nieoczekiwanym momencie pasażerowie zaczynają słyszeć głosy i sądzić można, że problemy z narracją mogą wynikać potrzeby zbudowania świata i postaci aby nadać wagę historii. Wciąż za wcześnie na wyciąganie wniosków, ale przynajmniej mamy zapewnione kolejne 30 odcinków.


Manifest powoli nabiera tempa i jest hitem w USA. To czy starczy nam czasu na odpowiednie zakończenie wszystkich wątków, to na razie problem przyszłości. Seria w żadnym razie nie jest tak wciągająca jak początek Zagubionych, chociaż może mieć potencjalnie lepsze zakończenie. Gdybym mógł pominąć pięć lat pewnie mógłbym zdradzić jak się to skończyło, ale pewnie bardziej interesowałoby mnie, jak i dlaczego nagle znalazłem się w 2024 roku.


★★★☆☆
James Millin-Ashmore



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Tuesday, 6 August 2019

Sekretne życie zwierzaków domowych 2 ★★☆☆☆


Sekretne życie zwierzaków domowych 2 to przyzwoity film dla dzieci i szczerze pierwszy nowy od lat, który mnie zaangażował. Prawdopodobnie widziałem o kilka za dużo i popełniłem błąd, oglądając Odlot dzień przed seansem Zwierzaków 2. Dramat na balonie zajął mój umysł na długie godziny i trudno było ocenić nowszą animację według jakiejkolwiek uczciwej metryki. Jeśli mam je porównywać to Zwierzaki 2 to pospiesznie wydana kontynuacja, która nie spełnia oczekiwań, ale nie jest całkowicie do kitu.


Oryginalne Sekretne życie zwierzaków domowych było ogromnym sukcesem komercyjnym w 2016 roku, zarabiając 875,5 mln USD z budżetu 75 mln USD. Nic dziwnego, że Illumination zdecydowało się na kontynuację, nawet jeśli nie mieli interesującej historii do opowiedzenia. Wasze dzieci będą zadowolone, że Max* i Duke (Eric Stonestreet) wracają w drugiej części, która tym razem opowiada trzy historie.

Główny wątek to życie tchórzliwego psiaka walczącego z nadopiekuńczością, gdy maluch Liam zaczyna dorastać. W wątkach pobocznych pojawia się Gidget (Jenny Slate), która stara się uratować ulubioną zabawkę Maxa i superbohaterskiego królika Snowball’a (Kevin Hart), który postanawia uratować maltretowanego białego tygrysa. Asystuje mu Daisy (Tiffany Haddish), a Harrison Ford dołącza do obsady jako gburowaty owczarek Rooster. Wątki A, B i C w końcu splatają się z dość zabawnymi konsekwencjami.

* Louis C.K nie powraca już do roli Maxa, biorąc pod uwagę liczne zarzuty molestowania seksualnego, z jakimi miał do czynienia w 2017 roku. Zamiast tego pałeczkę przejmuje Patton Oswalt.

Większość czasu poświęcona jest Maxowi próbującemu przyzwyczaić się do dziecka jego właścicieli. Szybko staje się niespokojny i zmuszony jest nosić „stożek wstydu”, dalej próbując dostosować się do nowej sytuacji. Łatwo jest wczuć się w jego niezdolność do radzenia sobie ze zmianami, ale tak naprawdę wątek ten nie jest aż tak głęboki(Co jest dość słuszne, biorąc pod uwagę, że docelowa grupa odbiorców jest dość młoda). Każda część opowieści jest okej, choć całości zaczyna brakować pędu w połowie drogi. Zobaczycie serię wydarzeń w każdej z opowieści, a pomiędzy nimi jest sporo śmiechu. Sceny przewidują między innymi małpią bitwę cyrkową, ale całość wydaje się trochę zbyt nierówna, biorąc pod uwagę talenty obsady.


W żadnym wypadku nie jest to animacja niskobudżetowa, ale nie jest porównywalna z typowym dziełem Pixara pod względem humoru, emocji, narracji czy jakości wizualnej.

Fani pierwszej części powinni być zadowoleni widząc swoich ulubieńców, a większość dzieci będzie się dobrze bawić aż do napisów końcowych. Podobnie zresztą większość dorosłych, ale to już z różnych powodów. Warto wspomnieć, że w przypadku tak krótkiego filmu (86 minut) straciłem rachubę, ile razy patrzyłem na telefon sprawdzając godzinę. W połowie przyzwoity, ale na pewno w żadnym stopniu nie przebija poprzedniej części.

★★☆☆☆
James Millin-Ashmore



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Saturday, 3 August 2019

Batman VS TMNT ★★★★☆


Po katastrofie  „Teenage Mutant Ninja Turtles” w 2014 roku, przez długo nie wracałam do tematu TMNT. Przyznaję, że Batman VS TMNT szybko zwróciło moją uwagę. Całkiem zapomniałam, że istnieje cały komiks poświęcony tej koncepcji i zobaczenie go ponownie uświadomiło mi, jak dziwnie brzmi to połączenie. Poważny Batman DC z sympatycznym i kochającym pizzę rodzeństwem żółwi Nickelodeona… Czy to naprawdę może zadziałać?


Ulokowani w Gotham, Batman (Troy Baker, który podkłada głos również Jokerowi), Robin (Ben Giroux) i Batgirl (Rachel Bloom) badają szereg kradzieży zaawansowanych technologii z różnych ośrodków badawczych w okolicy. Ślady wskazują na ninja, jednak Batman i zespół nie są do końca pewni, kim mogą być sprawcy. Leonardo (Eric Bauza), Donatello (Baron Vaughn), Raphael (Darren Criss) i Michelangelo (Kyle Mooney) wkraczają cali na biało świeżo po przybyciu z Nowego Jorku i dochodzą do wniosku, że ta tajemnicza postać w stroju nietoperza może mieć związek z kradzieżami. Po kilku nieporozumieniach bracia i Batman zdają sobie sprawę, że są po tej samej stronie i zaczynają współpracę w celu powstrzymania niebezpieczeństwa zagrażającego Gotham.

Właściwie to nie mogę uwierzyć, jak dobrze ta animacja im wyszła - była spora szansa na klapę, ale reżyser Jake Castorena i ekipa w osobach Marly Halpern-Graser i James Tynion IV wykonali tu naprawdę dobrą robotę. Bracia ożywają w filmie, a ich osobowości aż wyskakują przez ekran. Nie brakuje też miejsca dla Batmana. Te dwa zespoły, które muszą teraz współpracować to interesujące połączenie i chociaż ten typ fabuły (dwie całkowicie różne drużyny, które współpracują) miał miejsce na ekranach już tysiące razy, to rzeczywiście to dzieło daje pewien powiew świeżości.

Jedną z rzeczy, które naprawdę doceniam, były komentarze żółwi podczas podróży po Gotham. Ich ciągłe obserwacje korespondują z tym, co myśli publiczność - Gotham jest naprawdę dziwnym miejscem. Sposób, w jaki odbijają się od mieszkańców Gotham, prowadzi do rozwoju postaci po obu stronach, a do tego jest tak wiele niezapomnianych pojedynczych linijek, które wstrzykują dużo więcej humoru, niż można by się spodziewać, plus oczywiście mnóstwo slapsticku od Michelangelo, nie dawałam temu szans, ale jednak zrobiło to robotę.

Inną rzeczą, która naprawdę się wyróżnia, są walki z ich doskonałą choreografią, która pokazuje różne style walki obu ekip. To naprawdę ożywia animację. Batman i żółwie walczą razem, aż do porywającego pojedynku pomiędzy Batmanem, a jednym z głównych antagonistów. Okazuje się, że animacja jest wiele lepiej ułożona niż inne animacje w uniwersum DC, a ze względu na styl walki TMNT, mamy jeszcze więcej uwagi poświęconej scenom akcji. Te właśnie często w produkcjach takich jak ta są nierówne, ale tutaj wszystko gra od początku do końca.


Batman VS TMNT to animacja, co do której nie miałam zbyt dużych oczekiwań i jeśli mam być szczera, to byłam nawet nieco sceptyczna. Na szczęście znacznie przewyższyła one moje oczekiwania, dostarczając zabawy i będąc odświeżającym crossoverem, który zdołał wyłuskać ze znanych nam światów przyjemną fabułę, którą śmiało polecam fanom obu zespołów.

★★★★☆
Hannah Read



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Thursday, 1 August 2019

The Sinking City ★★☆☆☆


The Sinking City jest przygodową grą akcji z otwartym światem, rozgrywaną z trzeciej osoby. Gra została stworzona przez Frogwares, która jest prawdopodobnie najbardziej znana z pracy nad serią gier Sherlock Holmes. Są niezależnym studiem i głównie zajmują się tytułami, które można określić grami AA, zazwyczaj mającymi znacznie mniejszy budżet niż większość dużych projektów.


The Sinking City to ich pierwsza próba w temacie horroru - jednak to nie tylko horror, ale wspaniały Lovecraft. Kiedy zaczynałam grać byłam bardzo niezdecydowana, ponieważ nadal w powietrzu wisiało rozczarowanie Call Of Cthulu, innym horrorem Lovecrafta, który ukazał się w zeszłym roku. Po rozpoczęciu gry styl i detale świata były natychmiast widoczne i jeśli chociaż jedna rzecz została zrobiona tu dobrze, to właśnie odwzorowanie Lovecraftowskiego klimatu.

Standardowo, jak w wielu innych produkcjach w tym stylu, gramy jako detektyw, próbując rozwikłać tajemnice i zawsze kroczymy po cienkiej linii między normalnością, a szaleństwem, cierpiąc z powodu strasznych wizji. Jeśli mam być szczera, to czułam się pewne deja vu, ponieważ jest to temat i historia podejmowana wiele razy, nie tylko w grach, ale także w innych formach narracji. Na szczęście postacie i nurt historii były na tyle przekonujące, że wyprzedziły najgęstszy tłum i choć trochę zapewniły o swojej wyjątkowości.

Prawdziwym problemem związanym z Sinking City jest fakt, że mechanika gry wydaje się bardzo… dziwna. Walka wygląda jakby dodano ją na końcu jako dodatek - tak jakby deweloper potrzebował czegoś, czym gracz może się zająć w przerwie pomiędzy przerywnikami, a dialogami. Frogwares stworzyło tak oszałamiający i szczegółowy świat w fikcyjnym Oakmont, ale to, co faktycznie robimy w mieście, wydaje się bezpłciowe i nudne. Pogarsza to fakt, że bohater ma długą przeszłość wojskową, więc szczerze mówiąc, spodziewałam się, że będzie miał lepsze zdolności bojowe niż te, które widzimy.

Nawet w trakcie zdobywania umiejętności w trakcie gry nigdy nie czujemy się w żaden sposób silni. Na szczęście ustawienie normalnego poziomu trudności, na którym większość graczy będzie grało, owocuje dość łatwym pokonywaniem przeszkód, a sztuczna inteligencja nie stanowi zbyt dużego problemu, chociaż nie będzie to przyjemne dla tych, którzy oczekują zarówno wyzwania, jak i wrażenia, że naprawdę dobrze sobie radzą. Brakowało też różnorodności wśród wrogów i bossów, co wydawało mi się dość dziwne, biorąc pod uwagę gatunek.


Naprawdę wydaje mi się, że deweloper lepiej poradziłby sobie w tworzeniu interaktywnej gry fabularnej, zamiast akcyjniaka w otwartym świecie. Nie sugeruję, że ambicje są złe, ale może to również lepiej pasowałoby do budżetu.

Ostatecznie historia i postacie w The Sinking City to jedyne iskra zwiastująca pożar, który nie nadchodzi. Gra jest sprzedawana w cenie tytułu AAA i wydaje mi się, że to trochę za dużo. Według mnie realniejszą kwotą byłyby okolice 150 złotych i nie mogę polecić tej gry za więcej. Poczekajcie na przeceny lub kupcie z drugiej ręki.

★★☆☆☆
Hannah Read



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl