Tuesday, 16 July 2019

Na ringu z rodziną ★★★★☆


„Na ringu z rodziną” dokumentuje historię rodziny zapaśniczej z Norwich i podróży ich dzieci, które zmierzają do WWE. Ricky (Nick Frost) i Julia (Lena Headey) pasjonują się zapasami, i tę samą smykałkę przekazali też swoim dzieciom, Sarayi (Florence Pugh) i Zak’owi (Jack Lowden). Po tym, jak film promocyjny został pozytywnie przyjęty przez WWE, para rywalizuje o wejście na listę, choć nie wszystko kończy się dobrze, gdy wybrano tylko Sarayę, pseudonim Paige. W Ameryce, Paige znajduje się pod presją potencjalnej sławy, podczas gdy w domu Zak stara się pogodzić ze swoją porażką.


Przyznaję, że nie interesują mnie zapasy (poza moją dziwaczną i krótkotrwałą obsesją WWE w 2009 r., ale nie o tym rozmawiamy), ale naprawdę podobało mi się „Na ringu z rodziną”. To porywająca historia dająca widzowi interesujący wgląd w świat profesjonalnych zapasów, ale także podkreślająca niektóre nierówności i problemy. Trudno nie kochać rodziny Knight pomimo ich bardzo widocznych upadków (jest zabawna scena przy stole, w której rodzina zaprasza raczej eleganckich rodziców dziewczyny Zaka, granych przez Stevena Merchanta i ACTRESS, gdzie różnice w brytyjskich klasach nie mogły być bardziej widoczne), ale dlatego tak właśnie wciąga.

Byłam też pod wrażeniem obsady - są tam bardzo znani aktorzy, tacy jak Nick Frost i Vince Vaughn, który gra trenera Hutch i oczywiście Dwayne Johnson, który gra, no cóż, siebie (prawdopodobnie nie była to jego najtrudniejsza rola, ale wyszło mu nieźle). Prawdziwymi gwiazdami są aktorzy i aktorki, tacy jak Pugh i Lowden, którzy dają niesamowicie wiarygodne występy od początku do końca, w szczególności podczas bardziej emocjonalnych scen filmu. Fim ma w sobie tą groteskę, którą kocham w brytyjskim kinie, ale także znakomite poczucie humoru.

Był tylko jeden problem, który miałam z tym filmem. Był dość uproszczony w porównaniu z rzeczywistą historią całej rodziny - tak wiele brakowało w karierze zapaśniczej Paige przed WWE. Wydaje mi się, że film byłby zbyt długi, gdyby zostało to uwzględnione, ale byłoby fajnie dowiedzieć się o tym więcej.


Generalnie wiadomo, że film „oparty na prawdziwej historii” jest dobry, jeśli po seansie sami szperamy za informacjami o omawianej historii, co właśnie zrobiłam. Norwich nie jest mi aż tak odległe, więc wspaniale było usłyszeć o historii z tak bliskiej okolicy. Sam film był zabawny, mając właściwą równowagę komedii i powagi. Nie powiedziałabym, że zaszczepił we mnie pasję, ale z pewnością to dobrze spędzone dwie godziny i poleciłabym go każdemu fanowi brytyjskiego kina, który lubi historie “od zera do bohatera”.

★★★★☆
Hannah Read



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Saturday, 13 July 2019

Peel ★★★★☆


Gatunek „okresu dorastania” to klasyka, która najprawdopodobniej nigdy nie zniknie z wielkich ekranów i zainspirowała cały szereg wspaniałych filmów od „Stand By Me” do „Juno”. „Peel” to najnowszy film, który pojawia się na naszych ekranach, ale z małą różnicą - głównym bohaterem jest 30-letni dorosły.

Peel Munter (Emile Hirsch), przezywany przez swoje ciemnopomarańczowe włosy, mieszka samotnie ze swoją matką po tym, jak ojciec zabrał jego braci i wyjechał 25 lat temu. Peel jest niewinny i prostacki nawet jako dorosły, w poważnych obowiązkach polegając w dużej mierze na swojej matce. Dzielą nierozerwalną wręcz więź, więc kiedy ona umiera i zostawia Peel'a samego, nie jest do końca pewien, co powinien zrobić. Naiwny i nieprzygotowany, Peel zaprasza trzech podejrzanych współlokatorów do swojego domu, pochłoniętych wyprawieniem największej możliwej imprezy w ogrodzie Peela, bohater zaś ostatecznie zbiera odwagę, by szukać swoich dwóch braci, Willa (Troy Hill) i Sama (Shiloh Fernandez), choć dość szybko odkrywa, że nie wszystko jest takie, jak kiedyś.


Przywykliśmy już do oglądania filmów, które trwają co najmniej dwie godziny lub więcej (lub ponad trzy, jeśli lubicie Marvela), więc byłem naprawdę zaskoczony czasem trwania „Peel”, który osiąga około 1 godziny 40 minut. Biorąc pod uwagę, że Peel nie zaczyna szukać swoich braci aż do połowy, byłem zaniepokojony tym, że historia nie będzie tak rozbudowana, jak mogłaby być, jednak ta presja jest w zasadzie całkiem dobra. Istnieje wiele drobnych rzeczy, które można było rozszerzyć, od historii postaci do nawet kilku chwil z przeszłości Peel'a, ale jak się zastanowić, nie były one potrzebne.

Jest dobra gra aktorska - postacie są dziwaczne, ale wszystkie są wyjątkowe i mają własną osobowość, od Roya (Jacka Kesy), zmiennego jak pogoda w górach, zwyrodniałego, który raz wydaje się dobry, a raz zły, do Chucka (Jacob Vargas), meksykanina, który choć rozumie język angielski, przez cały film mówi po hiszpańsku. Chciałabym więcej Garretta Claytona, który gra Chada, bohatera, który według mnie powinien być głębiej przedstawiony. Hirsch daje świetny występ jako Peel, ciekawy bohater z klimatem Forrest Gump, który zapewnia publiczności odświeżająco uproszczony obraz życia. Jego występ był bardzo serdeczny, a jego brak zrozumienia całkowicie wiarygodny.

Niewinność Peel'a, zwłaszcza gdy odkrywa, że życie jest szalenie odmienne od tego, czego doświadczył, spowodowało, że w film dociera do nas mocno emocjonalnie. W szczególności niektóre momenty są trudne do obejrzenia, na przykład scena, w której spotyka się z bratem Samem, który daje taki występ, że aż ciężko Peel’owi nie współczuć. Jego postrzeganie świata sprawia, że trudno mu zrozumieć, dlaczego ludzie mogą być na niego źli lub go źle traktować, a to jest szczególnie bolesne dla publiczności i naprawdę dobrze zrealizowane.

„Peel”, choć jest trochę dziwaczny, jest świetnym przykładem tego, jak powinno się robić dramat „okresu dojrzewania” - dobre połączenie komedii i tragedii, połączone z pięknymi ujęciami, które nie wskazują na niski budżet filmu. Filmy takie jak „Peel” przypominają, dlaczego gatunek indie jest tak dobry, więc warto rzucić na niego okiem.



★★★★☆
Hannah Read



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Thursday, 11 July 2019

Left Alive ★☆☆☆☆


„Left Alive” to produkcja ogłoszona na Tokyo game show w 2017 roku, wyskakując jak Filip z Konopii obiecała wypełnić w naszych sercach dziurę po Metal Gear’ach. Tytuł miał za sobą kilku znakomitych twórców, między innymi Yoji’ego Shinkawę, odpowiedzialnego za artystyczny kierunek gry, który zyskał sławę dzięki właśnie „Metal Gear Solid” gdzie był głównym projektantem (możecie go też znać z „Zone Of The Enders”). Z tego właśnie powodu nie można winić fanów za wysokie oczekiwania. Ekscytacji nie zmniejszał również fakt, że „Left Alive” było nawet reklamowane jako gra zręcznościowa w stylu podobnym do „Metal Gear Solid”.


Podsumowując, ekipa postawiła sobie bardzo wysoką poprzeczkę, co moim zdaniem nigdy nie jest zbyt dobre... Osiąganie szczytów zawsze będzie trudne, nawet ze Square Enix za plecami. W zwiastunach, które ukazały się przed wydaniem, historia wydawała się wystarczająco intrygująca i narastała nadzieja, że zespół dopnie swego.

Niestety tak się nie stało, a to, co faktycznie się z tego urodziło, to bajzel w grze, która zawodzi tam gdzie powinna błyszczeć, skupiając się na zbyt wielu różnych aspektach, prowadząc do przeciętności we wszystkich dziedzinach. Z pewnością nie jest to gra, w której małe mechanizmy składają się razem na dobrą rozgrywkę, wręcz przeciwnie.

Działania polegające na skradaniu się sprowadzają się się do tego, że gracz ukrywa się za osłonami i przedziera się przez liniowe plansze. Amunicja i zasoby są rzadkie, co może zniechęcić nas do podejmowania treści pobocznych, ponieważ nagrody nie zawsze są warte zachodu. Rozczarowujące, ponieważ te właśnie poboczne treści są często najlepszą częścią gry. Skradanie się jest również utrudnione przez niesamowicie dziwną sztuczną inteligencję - w jednej chwili przeciwnik będzie stał w miejscu, patrząc w naszą stronę, ale jakby zagubiony, a innym razem może dostrzec nas z kilometra, mimo, że ukrywaliśmy się za osłoną.

Ten brak grywalności można by wybaczyć, gdyby gra miała chociaż charakter artystyczny na poziomie „Metal Gear Solid”, ale niestety, jest to również brudny bałagan tekstur, przywodzący na myśl poprzednią generację. W przerywnikach modele postaci są pełne dynamiki, ale nie jest to przenoszone na rozgrywkę, w której wyglądają twardo, sztywno i czasem prawie bez życia.


Co więcej, historia jest dobra tylko do momentu jej rozpoczęcia - świetny pomysł, gorsze wykonanie. To wojenna historia i nic w niej wyjątkowego. Jak wspomniałam wcześniej, zawartość poboczna zawiera w teorii najlepsze kąski, ale dotarcie do nich oznacza, że musimy doświadczać też katorgi głównej linii fabularnej, której nikomu nie życzę.

Jako całość „Left Alive” nie osiąga niczego poza tym, że jest przeciętniakiem, który nigdy nie powinien zostać wydany. Ma ciekawe pomysły i motywy, które bardzo przypominają „Metal Gear Solid”, ale produkt końcowy nigdy nie zbliża się do ideału i niestety nie zostanie zapamiętany w tym samym świetle. Jeśli znajdziecie ją na naprawdę dobrej wyprzedaży, to może warto spróbować, nie inaczej.


★☆☆☆☆
Hannah Read



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Tuesday, 9 July 2019

Creed II ★★★☆☆


Pamiętacie jak w 2015 roku, ukazał się Creed? Wszyscy, łącznie ze mną, bronili się rękami i nogami. Nie chcieliśmy znowu widzieć Rocky'ego, a ponieważ miał to być jego ósmy wjazd na scenę, cuchnęło to desperacją ze strony Sly Stallone. Potem jednak produkcja ukazała się i było naprawdę dobrze. Sly usiadł na tylnym siedzeniu, kiedy Adonis Creed Michaela B. Jordana stał się nową ikoną w gatunku filmów sportowych, podczas gdy Rocky zachowywał się jak napakowany stary Yoda. To była tylko kwestia czasu, zanim zostaliśmy zmuszeni do kontynuacji tego sequela i dzień ten nadszedł w 2018 roku.


Creed II jest lepszy niż się spodziewacie, ale nie trafia na podobne wyżyny co pierwsza odsłona. Tego należało się spodziewać, ponieważ Creed miał element zaskoczenia. Nikt nie oczekiwał od niego jakości, ale to nie znaczy, że Creed II jest porażką. Film opowiada o walce trwającej 33 lata, ponieważ Adonis Creed spotyka nowego przeciwnika na ringu: Viktora Drago, syn Ivana Drago, potężnego sportowca, który zabił ojca Adonisa, Apollo Creeda. Dla fanów serii Rocky jest to dość kultowy i historyczny wątek, który będzie teraz kontynuowany.

Jest trochę leniwy - narracja filmu polega na pobudzaniu wspomnień widza „hej, a pamiętasz to?”. Nic w tym nie wydaje się szczególnie świeże. Ścisłe przestrzeganie formuły franczyzowej daje się odczuć jak wycinanie ciastek, ale myślę, że w każdym Rockim znajdziemy tego typu odczucia. Nawet jeśli to film sportowy, jest to sprawdzone podejście, które gra ze wszystkimi grupami wiekowymi i pokoleniami, więc przypuszczam, że zalicza się do kategorii „zwycięskiego składu się nie zmienia”.

Film z pewnością wygląda i brzmi dobrze. Jest to stylowe i solidne dzieło z niesamowitymi występami i dobrą reżyserią Stephena Caple Jr, który bierze na siebie obowiązki Ryana Cooglera z Black Panther, który to pełni tu rolę producenta wykonawczego. Jednak. Będąc dziewiątym filmem z tej serii, cała ta sprawa po prostu wydaje się nieco wyprzedana. Nie ma nic złego w tym filmie, ale nie ma też niczego, co mogłoby sprawić, że odróżnimy go od reszty.


Ogólnie rzecz biorąc, Creed II nie wywalczy dla sagi Rocky’iego nowych fanów. Jest to zabawa przeznaczona wyłącznie dla fanów, którzy śledzili historię już przez jakiś czas - główny wątek tego filmu, rywalizacja Drago i Creeda - to rzeczy całkiem bez znaczenia dla każdego, kto nie spędził wcześniej czasu z Rocky’im i jego gangiem. Ale hej, sportowe filmy są łatwą rozrywką, prawda? W większości doceniane pod koniec długiego dnia i jeśli właśnie tego potrzebujecie od Creed II, nie sądzę żebyście byli rozczarowani.

★★★☆☆
Sam Love



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Saturday, 6 July 2019

Escape Room ★★★☆☆


W Escape Room’ach jestem okropny. Moja dziewczyna z radością potwierdzi, kiedy zagadka mnie dezorientuje, wściekam się. Chciałbym być pracownikiem w Telford, gdzie ostatnio grałem i śmiać się z tego jak się wkurzam… spokojnie i tak ich kocham. To wyjątkowy i zabawny sposób spędzenia czasu oraz świetna okazją do budowania więzi. To jednak nic w porównaniu do Escape Room’u w reżyserii Adama Robitela.

Film śledzi losy sześciu żądnych przygody nieznajomych, którzy zostali zaproszeni do tajemniczego budynku, aby spróbować sił z nowym innowacyjnym Escape Room’em - gdzie gracze rywalizują o rozwiązanie serii zagadek, aby wygrać 10 000 $. To, co zaczyna się od pozornie niewinnej zabawy, wkrótce przeradza się w koszmar na jawie. Czterech mężczyzn i dwie kobiety odkrywają, że każdy pokój jest pułapką, która jest częścią sadystycznej gry o życie i śmierć, zorganizowanej wokół ich mrocznej przeszłości.


Film jest w zasadzie Piłą w wykonaniu Agathy Christie, z grupą nieznajomych zaproszonych do tajemniczego i przerażającego miejsca i zmuszonych do walki o swoje życie. Ale szczerze, kocham takie pomysły. Z radością będę bronić Piły. Jasne, że to badziew, ale nie można zaprzeczyć, że głęboki świat jest tak pełen nieprzewidywalnych zwrotów akcji i trzeba go szanować. Escape Room próbuje to powtórzyć i szczerze, nie jest daleko. Fabuła ma dla nas kilka niespodzianek oraz nowatorskich i ekscytujących scen śmierci, jednak i tak w USA mamy ocenę PG-13 z powodu braku przemocy. Nie jestem sadystą, ale lubię odrobinę krwi w całym obrazie. Śmierć tutaj, choć interesująca, wiele roboty pozostawia wyobraźni.

Film taki jak ten udaje się, albo i nie, bazując na sile bohaterów (lub jej braku) i cieszę się, że Escape Room może pochwalić się całkiem niezłą obsadą z mnóstwem ciekawych materiałów do pracy. Taylor Russell, Logan Miller, Deborah Ann Woll, Tyler Labine, Jay Ellis i Nik Dodani to całkiem niezła ekipa - samolubny bankier, ekspert Escape Room’ów, cicha ofiara, młody student ... wszystkie typowe archetypy. Są jednak bardziej interesujące niż zwykle, a chemia między nimi jest bardzo solidna.


Niestety czułem, że film przegapił swoją szansę. Wielkie odkrycie pod koniec filmu nie jest wystarczająco satysfakcjonujące, oczywiście torując drogę do kontynuacji, ale pozostawiając widzom tego pierwszej części zbyt wiele pytań. Są oczywiście dziury fabularne (to przecież nowoczesny horror) i dość kiepskie dialogi. Brak gore może być rozpraszający i są pewne sceny, które sprawią, że będziecie krzyczeć do telewizora w zupełnym niedowierzaniu, dlaczego nasi bohaterowie dokonują pewnych wyborów. To wszystko stanowi normę dla gatunku i nie szkodzi zbytnio produktowi końcowemu. Nie jest to arcydzieło, ale jest zabawne i ekscytujące. Escape Room jest zabawnym thrillerem - nie bez wad, ale z pewnością to akceptowalny sposób na zabicie 90 minut.

★★★☆☆
Sam Love



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Thursday, 4 July 2019

Glass ★★☆☆☆


M. Night Shyamalan musi mieć jedną z najbardziej niespójnych filmografii w historii kina. Kiedy jest w formie, jest znakomity (The Sixth Sense), a kiedy z niej wypada, jest cholernie nędzny (The Happening). Jego najnowszy film, Glass, znalazł się gdzieś pomiędzy tymi dwoma opcjami, jednak z głośnym i rozczarowanym „meh”.

W 2016 roku Shyamalan dał nam Split. Thriller psychologiczny przedstawił publiczności Hordę (James McAvoy), człowieka o 23 różnych osobowościach, który porwał i uwięził trzy nastoletnie dziewczęta w odizolowanym podziemnym obiekcie. W miarę rozwoju filmu dowiadujemy się więcej o tak zwanej „Bestii”, jednej z jego osobowości o niesamowitej sile i zdolnościach. Jeśli nie widzieliście filmu, zdecydowanie go polecam - to cholernie dobry kąsek, głównie dzięki absolutnie fenomenalnemu występowi McAvoya, ale jak wszyscy wiecie, albo i nie, film został zakończony szokującym twistem, stanowiącym iż był to w rzeczywistości sequel M. Night’s Unbreakable. Wkrótce po wydaniu Split Shyamalan ujawnił zaskakującą wiadomość, że pracuje nad filmem, który połączyłby postacie z obu filmów w showdown. Rezultatem jest właśnie Glass.


Śledząc założenia Split, Glass serwuje nam David’a Dunn’a (Bruce Willis) ścigającego nadludzką postać Hordy (McAvoy), podczas gdy Elijah Price / Mr Glass (Samuel L. Jackson) pojawia się jako ten pociągający za sznurki, znając sekrety obu mężczyzn.

Choć początkowo dość ekscytujące jest ponowne zobaczenie bohaterów Dunn’a i Price’a po prawie 20 latach, nowość szybko się kończy, gdy staje się jasne, że obaj są już na to za starzy. Całość cuchnie straconą szansą - jest po prostu za późno. Wiele lat temu mogło to być zjawiskowe, ale w 2019 r. Jest to co najwyżej spektakularna katastrofa. To nie znaczy, że film nie ma dobrych stron. James McAvoy jest oszałamiający w roli Hordy. Sprawia, że każda z osobowości ma własną głębię i daje nam kolejny naprawdę dobry pokaz. Prosta kontynuacja gry znanej ze Split bez tego połączenia z Unbreakable byłaby dobrym rozwiązaniem, ponieważ Horda McAvoya jest jedną z najlepszych nadnaturalnych postaci od lat.


Film potyka się tworząc filmowy świat, o który absolutnie nikt nie prosił. Nie musieliśmy ponownie odwiedzać Dunn’a i Price’a i na pewno nie musieliśmy poszerzać wszechświata, w którym żyli bohaterowie - Unbreakable był fajnym, małym samodzielnym kawałkiem kina z początku XX wieku niosącym wiele szczęśliwych nostalgicznych wspomnień. Przywrócenie tych postaci jest podobne do chłostania martwego konia i pozostawia w ustach taki kwas, że aż gorzej patrzy się na poprzednie filmy. Glass to bałagan. Wypełniony potknięciami i zmarnowanym potencjałem. Spędzicie czas, krzycząc na telewizor z niedowierzaniem i gniewem na ustach, które film niewytłumaczalnie sam z nas wyciąga. To ogromne rozczarowanie, ale z drugiej strony, czego tak naprawdę oczekiwaliśmy od tego zawiłego człowieka, który przyniósł nam Happening, After Earth i The Visit? Glass to kolejny bałagan od „M. Night”.

★★☆☆☆
Sam Love



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Tuesday, 2 July 2019

Gloria Bell ★★★★☆


Wśród światowych twórców kina panuje ostatnio trend na przerabianie własnych filmów dla anglojęzycznej publiczności. Słynny norweski filmowiec Hans Petter Moland zadebiutował w tym roku w Hollywood filmem Cold Pursuit, remake’iem swojego filmu „In Order of Disappearance” z 2014 roku. Michael Haneke zasłynął przerabiając swoje pokręcone Funny Games dziesięć lat po swoim oryginalnym wstrząśnięciu Cannes Film Fest w 1997. Teraz Sebastián Lelio odtworzył swoją wielokrotnie nagradzaną Glorię, niemal ujęcie po ujęciu i tak powstała Gloria Bell, z fenomenalnym występem znakomitej Julianne Moore na czele.


Film śledzi losy tytułowej Glorii Bell (Moore), rozwódkę lekkoducha, która spędza noce na parkietach, radośnie snując się po klubach Los Angeles. Szybko znalazła się w nieoczekiwanym romansie z Arnoldem (John Turturro), pełna radości z pączkującej miłości i spotkań. Pomimo przeniesienia scenerii z Santiago do Los Angeles w tym remake'u, film wciąż można odczuć jako dzieło niezależnego kina na światowym poziomie, a nie typowego hollywood.

Dzieło zdecydowanie  należy w całości do fantastycznej Julianne Moore, która zasługuje na każde wyróżnienie pod słońcem za tę subtelną i głęboką rolę. Pojawiając się w niemal każdej klatce filmu, Gloria jest złożoną postacią kryjącą się za beztroską postawą i ciągłym uśmiechem. Julianne wkłada tak wiele charakteru w spojrzenie i postawę Glorii w roli, która nie jest efektowna ani ekspresyjna, ale niesamowicie subtelna. To niezwykła praca konsekwentnie angażującej się i sumiennej aktorki. Wsparcie w postaci między innymi Turturro, Michael Cera i Sean Astin - jest również oszałamiające i nie grają oni wyłącznie w cieniu Moore.

Strona wizualna filmu jest wspaniała. Nakręcony w tonach brzoskwini i neonie przez Natashę Braier, przenosi widza w świat nocnego życia Los Angeles. Wspaniale skomponowany fantastyczny soundtrack - w tym Bonnie Tyler i Paul McCartney - film cały po prostu emanuje stylem. Nie jest to przerost formy nad treścią. Reżyser Lelio opisał ten film nie jako remake, ale raczej jako „wersję okładkową” swojego oryginalnego dzieła, co wydaje się trafnym określeniem, pomimo tego, że film jest niemal strzałem w dziesiątkę z tą samą historia i schematami postaci. Gloria Bell z pewnością wnosi świeżość i oryginalność, dzięki czemu film sprawia wrażenie niezależnego - albo przynajmniej doskonałego hołdu dla oryginalnej produkcji.


Dzieło porusza interesującą dyskusję dla fanów kinematografii. Jeśli robić remake, czy powinien być on zarezerwowany dla reżysera oryginalnego filmu? Co więcej, czy ponowne próby nagrania tego samego dzieła są okej, jeśli zostały wykonane przez oryginalnego twórcę? Czy są w ogóle remake'ami? Remake’i własnych dzieł Lelio, Haneke i Molanda dają do myślenia. Na razie wygląda na to, że te prace przyszły z najzdolniejszych możliwych rąk i widać to w finalnych produktach - Gloria Bell to cudowny film pełen serca, fenomenalny występ i naprawdę piękny obraz. Film zaskoczył mnie i całkowicie zachwycił na czas seansu i myślę, że tak samo będzie z Wami.

★★★★☆
Sam Love



Get your daily CeX at

Google+ Instagram Twitter YouTube Facebook
And now Snapchat!

Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl