Wednesday, 28 March 2018

Monster Hunter World ★★★★☆


Monster Hunter: World, najnowszy tytuł CapComu dostępny na konsole Playstation 4 i Xbox One, z wersją na komputery osobiste zapowiedzianą na dalszą połowę roku. Tytuł dawniej skupiający się na handheldach, z głównie Japońską grupą odbiorców, atakuje światowy rynek z dość dużym ryzykiem ze strony CapComu.


Zamysłem gry jest wcielenie gracza w rolę badacza, który poluje na różnorodne potwory w Nowym Świecie i zbiera o nich wszelkie informacje. Gameplay skonstruowany dość formalnie - polujemy na potwory, pozyskujemy z nich materiały łapiąc je lub zabijając, ze zebranych składników tworzymy ekwipunek, który pozwala podejmować coraz to większe wyzwania. Z czasem rozgrywka staje się trudniejsza i dane jest nam stawiać czoła bardziej skomplikowanym w obejściu monstrom. Poza tym oczywiście fabuła, ale ta akurat nie jest zbyt silnym punktem gry, przyjmuje formę rozszerzonego tutorialu i raczej wskazuje nam co będziemy robić po jej ukończeniu.

Możemy grać sami, lub z towarzystwem w trybie kooperacji(kilka patchy zajęło deweloperom doprowadzenie tego do sprawnego działania). Jeśli gracie solo dostajecie do towarzystwa Kotostwora(czyli w sumie kota w ubraniach) i pomaga on Wam w toczonych walkach. W trybie wieloosobowym można grupować się w 4. osobowe drużyny, czasami również z kotem w pakiecie. Dodatkowo możecie też ulepszać kotka uzbrojenie by zyskać lepsze wsparcie(lub kozacki look, zależy na czym bardziej Wam zależy).

Rozgrywka i walka jest definitywnie najmocniejszą stroną gry. Animacje skoskruowane są w taki sposób, że z każdym zadanym uderzeniem można poczuć jego wagę. To samo dotyczy oczywiście przeciwników, których wachlarz rozciąga się od dinozaurów do starszych smoków. Ze względu na to nie dziwną jest śmierć od jednego ciosu z winy źle obliczonego uniku, co po kilku takich doświadczeniach jest dość frustrujące(co w takich grach nie jest aż tak często spotykane). Można tutaj mieć podobne odczucia co w znanym wszystkim "Dark Souls", kiedy wzmaga się irytacja, lecz mimo to nadal chcemy próbować dalej i stawać się lepszymi. Porównując do wcześniej wydawanych edycji na konsole przenośne, tym razem otrzymaliśmy uproszczone jak i usprawnione mechaniki, które przekładają się na mniej potworów, mniej broni i mniej specyficznego wyposażenia. Tutaj perspektywy rodzi zapowiadane "G rank" DLC, które powinno ukazać się za kilka miesięcy.

Pod względem grafiki gra jest po prostu piękna, co jest niesamowite uwzględniając jedynie 16GB instalacji. Każda z lokacji, przez gęste lasy do koralowych raf jest istną piaskownicą z całą gamą znajdziek i potworów do upolowania. Mamy też obszar obozu, w którym to otrzymujemy zadania, ulepszamy ekwipunek i zajadamy się rozmaitymi posiłkami, które to znowu dają nam różnorakie tymczasowe wzmocnienia. Dostajemy do dyspozycji również swój własny kąt, który jeżeli mamy ochotę możemy zapełnić zbieranymi małymi kreaturkami.



Jeśli chodzi o zadania to nie są one zbyć różnorodne, jednak trzon całej zabawy jest wystarczająco satysfakcjonujący. Każda misja jest ograniczona czasowo, ale tworzy to wcale dodatkowej presji. Kiedy ukończymy główny wątek, gra dopiero się zaczyna, a naszym celem stają się wysoko-poziomowi przeciwnicy. Grind jest podobny do "Destiny", więc nie trafi do każdego, a także kompletne jego ukończenie zajmie nam setki godzin. Jeśli wszystko przypasuje nam dość dobrze i znajdziemy pasujący nam styl walki, to naprawdę łatwo zagubić się w tym tytułe na zdecydowanie zbyt długo.

Monster Hunter: World ma swoje problemy, jednak nadal jest to fantastyczny wpis do całej serii. Z niszowego tytułu wyrasta na uznawaną przez recenzentów grę na światowym poziomie. Może brzmieć powtarzalnie, ale jeśli dać temu szansę przekonacie się jak wciągająca i satysfakcjonująca może być.


★★★★☆
Hannah Read

Monster Hunter World at CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Thursday, 22 March 2018

Skyrim (Nintendo Switch) ★★★☆☆


Najnowsze wcielenie gry, która nie godzi się ze śmiercią. Skyrim w wersji na konsolę Nintendo Switch, tak samo frustrujący i satysfakcjonujący jednocześnie. Większość gier z tego handhelda ogrywam teraz w trybie przenośnym i ta właśnie różnica w stosunku do innych edycji skłoniła mnie by kolejny raz zmierzyć się z tą skutą lodem krainą. (Oczywiście jeśli wolisz rozgrywkę na większym ekranie lepiej rozejrzeć się za tańszą alternatywą, choćby na komputery stacjonarne.)


Jeśli chodzi o wydanie tego tytułu na tą mniej wydajną konsolkę, to zobaczymy tu podobne mezalianse jak podczas reedycji na PS4 czy XboxOne. Widać to zdecydowanie w wizualiach przez stonowane oświetlenie i efekty wizualne. Dla powracających do tego tytułu to ciekawa szansa by ponownie zatopić ząbki w tym niesamowicie ekspansywnym RPGu, chociaż nie zmienia to faktu, że równie dobrze będą bawić się tutaj Skyrimowi nowicjusze.

Tak czy inaczej jeśli spędzicie tu dłuższą chwilę to szybko okazuje się, że poza mobilnością wersja ta nie ma nic nowego do zaoferowania. Skyrim na Switcha nadal ma te same stare błędy, które frustrowały graczy przez całą dekadę, brak skutecznego wsparcia, czy łatek, które to niedoróbki są cechą charakterystyczną gier Bethesdy już od czasów Morrowinda.

Teraz, kiedy każdy już zna historię Dovahkiina, a memiczne dialogi są lekko męczące już przy pierwszym podejściu, to za piątym razem może być ciężko. Od Jarla zakochanego w brzmieniu własnego głosu, do przeciwników powtarzających bitewne okrzyki po pięć razy. Wszystko słyszane już nie wiadomo który raz rozkłada na łopatki co mniej cierpliwych. Z drugiej zaś strony, gra nadal ma swoje świetne momenty zapadające na długo w pamięć.

To uczucie kiedy swoim potężnym głosem zrzucacie smoka na ziemię i sieczecie go toporem kończąc jego żywot, czy choćby to kiedy stawiacie całe miasto na baczność przez przypadkowe uderzenie kurczaka. Oczywiście jeśli preferujecie mniej brutalne postępowanie możecie pogrywać zgodnie z zasadami roleplay niczym NPC zbierać sobie grzecznie grzybki, czy spędzać czas spacerując i poławiając sobie. Świat jest nadal przesycony tym niepowtarzalnym klimatem, zaś mechanika walki starzeje się z dnia na dzień. Nie zmienia to faktu, że nadal można bawić się napuszczając giganty na kurczaki, czy przedzierać się przez niezdobyte dungeony by nazbierać nieco złota.


Wszystkie DLC są w pakiecie, więc jeśli nie mieliście z nimi styczności to kolejny powód zakupić wersję na switcha. Bądź co bądź gra nadal jest bardzo grywalna, na co na pewno nie wskazuje już data premiery. Jednak nie ma też konkretnego powodu do żądania za nią pełnej ceny, zwłaszcza porównując do ostatnio ponownie wydawanych dla Switcha tytułów takich jak choćby LA Noire. Port Skyrim’a na Nintendo Switch bez wątpienia pochłonął dużo pracy i wysiłków, oraz jest zdecydowanie daleko od bycia najeżoną błędami fuszerką jak ostatni port WWE.

Z całym szacunkiem, najlepiej mimo wszystko poczekać aż cena nieco spadnie, chyba, że jesteś pewien, że nie przyprawi Cię to o chrypkę. Finalny werdykt: Tym razem strzała nie trafia w kolano.



★★★☆☆
James Millin-Ashmore

Skyrim at CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Monday, 19 March 2018

Assassin's Creed: Origins ★★★★☆


Dwa lata, co w tym przypadku to całkiem sporo czasu, minęło od premiery ostatniej gry z serii "Assassin's Creed". Ubisoft ostatnio popadł w nawyk częstego prezentowania nowych odsłon swoich serii. Mimo towarzyszącej temu ekscytacji chyba wszyscy zgadzamy się co do jednego - twórcom zaczęło brakować pomysłowości. 'Assassin's Creed: Origins' jest najnowszym dzieckiem serii, które pokazuje, że tym razem projektanci spędzili czas rzeczywiście produktywnie, wprowadzając do 'asasyna' trochę od dawna wyczekiwanej świeżości.

Tym razem Ubisoft na powrót przysiadł do szkicownika i rozpisał wszystko zupełnie od nowa, co oczywiście znacznie odbiło się we wszystkich aspektach gry. Jeśli mowa o fabule to przedstawiono nam początki Zakonu Asasynów i ich walki z Templariuszami. Dane jest nam kierować losami niejakiego Bayek'a, Egipcjanina, który uznawany jest za ostatniego Medjay i dąży do zemsty za wyrządzone mu krzywdy.


Historia sama w sobie jest bardzo dobra i  do tego oprawiona w świetny voice-acting, który niestety w cutscenkach zostaje przygnieciony przez zbyt głośną muzykę i efekty dźwiękowe(nie obyło się bez napisów). Same przerywniki też niezłe, jednak to tylko tło dla zastanego świata - prawdopodobnie bylibyście w stanie cieszyć się grą nawet bez głównego wątku fabularnego.

Świat Assassin's Creed'a zawsze był oszamiałaniący(pamiętam jak powalił mnie pierwszy 'asasyn' , ze swoim światem innym niż jakikolwiek, który dotąd widziałam), a ten naprawdę stawia wysoką poprzeczkę innym produkcjom. Przywykłam już do tętniących życiem ulic z tej serii, więc suche, zwichrowane pustynie, które wydają ciągnąć się w nieskończoność, są naprawdę dobrą odmianą. Można w sumie powiedzieć, że Ubi jest dumne ze swojej najnowszej kreacji(i słusznie), również ze względu na to, że wspiera teraz Tryb Zdjęciowy, zresztą tak jak inne nowe duże tytuły.  Wizualnia to dla mnie w grach sprawa bardzo ważna, więc bardzo doceniam tę opcję(nawet jeśli oznacza to, że spędzam 90% czasu gry na robieniu screenshotów, zamiast na ukończenu fabuły).

Ta odsłona jest dużo bardziej RPG'owa i znacznie odchodzi od typowego stylu gry przygodowej. Mapa jest ogromna i podzielona na kilka obszarów wypełnionych misjami pobocznymi i opcjonalnymi aktywnościami.  No i właśnie. Możliwe, że nawet zbyt ogromna - jako całość wydaje się dość przytłaczająca(jak z resztą wiele innych 'asasynów' ), przydałoby się trochę lepiej prowadzić gracza. Wszystko jest zrealizowane w oparciu o poziomy postaci, więc nie najlepszym pomysłem jest pakować się tam gdzie nie trzeba.

Dodano też system łupów(yay!), ukłon w stronę Wiedźmina 3. Czekają tam na nas kolorowe przedmioty uszyte w spójny system rzadkości, od zwykłych do legendarnych. Samo w sobie rozwiązanie działa znakomicie, ale niestety jeśli chodzi o elementy ubioru to otrzymamy w ten sposób jedynie tarczę - stroje można kupić, ale to jedynie kwestia kosmetyczna, z tej strony uważam, że Ubi mogło pójść dalej i skomplikować to nieco bardziej. Od poprzednich części nowego asasyna odróżnia również system walki, zupełnie inny niż dotychczas i według mnie też lepszy. Nieco przypomina Ubisoftowe For Honor i jest o wiele bardziej taktyczny, składający się z parad, defensywy, uników i oczywiście ataków. Kluczowe jest idealne wyczucie czasu, a ogół wydaje się naprawdę sporo lepszy niż w poprzednich odsłonach. Mamy też tutaj małe odniesienie do Black Flag'a (mojego osobistego faworyta serii), a mianowicie umiejętności polowania, których używamy do ulepszania naszego ekwipunku. Jedyne co, to można mieć lekkie odczucie, że cały system jest w grze trochę 'na doczepkę'.



Szczęśliwie uraczono nas naprawdę nikłą ilością usterek. Ubisoft naprawdę dobrze zmierzył się ze swoim zadaniem i wykorzystując dłuższy niż zwykle dla nich czas, pokazał jakościową rozgrywkę na poziomie, prawie że wolną od glitchy, czy błędów. Jeśli mam być szczera to seria naprawdę potrzebowała tej dwuletniej przerwy, jednak Origins powrócił ze zdwojoną siłą dołączając do najlepszych tytułów od Ubisoftu. Jestem podekscytowana myślą o przyszłości i nie mogę się doczekać co pokażą nam dalej.


★★★★☆

Hannah Read

Assassin's Creed Origins at CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Tuesday, 13 March 2018

Super Mario Odyssey ★★★★★


Jeśli jest jakaś postać, której nie muszę Wam przestawiać to jest to właśnie Mario.  Gry z nim zredefiniowały gatunek platformówek, i to nie raz. Super Mario Bros. jako prosta gra typu 'side scroll'. Super Mario World i Mario 3 nadal uznawane przez niektórych za najlepsze gry wszechczasów. Oraz oczywiście Mario 64, które przeciera szlak dla wszystkich platformówek 3D. Poza tym hydraulikowi całkiem nieźle wychodzi też tenis, golf i gokarty, jak jedne z wielu oczywiście.


Po raz kolejny księżniczka Peach została porwana przez Bowsera. Który, o zgrozo, planuje zmusić ją do ślubu. Pewnie zgodzicie się,  że powinna sobie załatwić lepszych strażników. Toad spisuje się w sumie podobnie co Bananowi Strażnicy Balonowej Królewny.  Mario próbuje zatrzymać Bowsera, ale zostaje zrzucony z latającego statku przez królikowych pomocników, zwanych Broodalsami. Niesławna czapka Mario zostaje zniszczona, lecz szczęśliwie bohater budzi się w Królestwie Czapek, krainie zamieszkałej przez zaczarowane czapki! (Nintendo musiało coś palić..). Protagonista szybko zaprzyjaźnia się z Cappy, której siostra, Tiara, również została uprowadzona prze Bowsera. Razem ruszają do pobliskiego Królestwa Cascade po "Odyseję", tytułowy latający statek i rozpoczynają pogoń za Bowserem i Broodalsami przez cały świat.

Nintendo wróciło do koncepcji bardziej otwartych poziomów, takich jak w Mario 64, czy Mario Sunshine, stawiając na eksplorację i eksperymenty z nowymi mechanikami. Każdy poziom jest wypełniony znajdźkami w postaci Księżyców, często możliwymi do zdobycia przez realizacje konkretnych celów  poziomu, trochę jak w Mario 64, jednak rozsianymi trochę szczodrzej. Poziomy w większości są świetnie zaprojektowane i przyjemne w eksploracji, może poza tymi kilkoma strefami, które wydają się nie mieć większego celu niż sprawianie by dany poziom wydawał się niepotrzebnie większy. Zapewne jest wymuszone potrzebną tak zwanego punktu ładowania, przestrzeni mającej na cel umożliwić grze załadowanie następnej sekcji bez spowalniania tempa rozgrywki, ale jeśli to rzeczywiście prawda, to tak czy inaczej nie do końca im to wyszło. Nie zdarza się to co prawda często, więc może za bardzo się czepiam.

Kocham to uczucie pędu oddawane przez Mario w czasie biegania. Przyśpieszanie podczas zbiegania i widok Mario rozkładającego ręce jak  samolot jest naprawdę całkiem zabawne. Cappy(cudowna zaczarowana czapeczka) staje się naszym 'przedłużeniem', używamy go do przedłużania naszych skoków, podkręconych ataków, czy uderzania i zbierania przedmiotów na odległość. Nie ma żadnych "power up'ów", do lamusa odchodzą grzybki i ogniste kwiatki. Nie ma też znanych piórek, czy listków. Zamiast tego rzucając zaprzyjaźnioną czapką w przeciwników, lub zwierzęta, gracz zyskuje nad nimi kontrolę. Sam bohater wnika w przejęte cele i tutaj zaczyna się zabawa. Mario otrzymuje w ten sposób mnóstwo nowych ruchów  i umiejętności, pozwalających mu dotrzeć tam gdzie nie dało się dostać wcześniej i oczywiście odnaleźć więcej księżyców by zasilić Odyseję.



Przejmij kontrolę nad żabą, a Mario jednym susem znajdzie się na najwyższym budynku, weź głowę Wysp Wielkanocnych, a Mario zobaczy to  czego nie dostrzegają inni, albo po prostu zczapkuj Dinozaura. Każdy chce być dinozaurem. To podsuwa pytane, czy w takim razie Mario jest pod kontrolą czapki, czy może to on kontroluje czapkę? Kiedy ja stawiam pytania, na które nie ma odpowiedzi... Jak niby Bowser  zakłada swój strój, może zdejmować te skorupę czy jak?

Odkładając na chwilę na bok swoje wątpliwości jestem w stanie zaakceptować również to, że Mario z powodzeniem dogaduje się z fokami i pingwinami, czy tą dziwną rywalizację z punkowym żółwiem, który ma własne królestwo, a za plecami swój 30 letni kryminał ... ale. Ludzie z miasta New Donk wyglądają naprawdę dziwnie i jeszcze dziwniejszym czynią cały zastany świat. Co ciekawe Mario Odyssey oficjalnie przedstawia Mario  jako nieludzia zdolnego kontrolować istoty ludziom podobne.

★★★★★
Bry Wyatt

Mario Odyssey at CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Saturday, 28 October 2017

Tekken 7 ★★★☆☆


Za młodu wyobrażałem sobie Heihachi Mishimę, zdejmującego swój but i nokautującego oponenta jednym, celnym rzutem. Oczywiście były to naiwne, dziecięce marzenia, w czasach, zanim internet był dostępny za pośrednictwem kilku tąpnięć na ekranie smartfona.


W zasadzie nie wiem czemu, ale zawsze byłem zafascynowany turniejem King of Iron Fist, który z każdą odsłoną był jeszcze większy i jeszcze lepszy. Pula postaci zawsze była ciekawa, jeżeli patrzyło się na konwencję z przymrużonym okiem. Tekken był jednym z najważniejszych tytułów na każdej generacji Playstation, ale często to Street Fighter grał pierwsze skrzypce. Biorąc jednak pod uwagę nieudany start Street Fighter V, być może wreszcie to Tekken wysunie się na prowadzenie? Gracze będą zadowoleni, że Tekken 7 wraca w pełni formy w kategorii bijatyk, cztery długie lata po premierze Tag Tournament 2. Nawet pomimo paru łyżek dziegciu w trybie fabularnym. Akcja nadal jest bardzo mięsista, a zestawy ataków bardzo efektowne. Obsługa jest łatwa do ogarnięcia, a nowych graczy w annały wprowadzi samouczek w trybie fabularnym. Jeżeli chodzi o postaci, czeka nas parę niespodzianek i nowości (Akuma!), ale nadal mamy godną reprezentację klasycznych wojowników. Modele są bardzo szczegółowe i występują w wielu wariacjach. Fabuła toczy się wokół Mishima Zaibatsu. Historia opowiedziana jest oczami bezimiennego reportera, z wieloma dużymi partiami tekstu, które – na szczęście! - można przeskoczyć. Część „drugoplanowych” postaci nie ma nawet dedykowanego kinowego finału, co jest bardzo rozczarowujące, biorąc pod uwagę, że proponowana opowieść zawsze była jedną z najsilniejszych stron serii. Prywatnie, zawsze lubiłem przechodzić grę Paulem Phoeniksem, pomimo jego malejącego znaczenia w kanonie (pojawiał się w każdej grze, stopniowo głupiejąc). W Tekkenie 7 nie odgrywa wielkiej roli, a jego fani są bardzo niezadowoleni, że tak go potraktowano. Opowieść jest dość monotonna w porównaniu do starszych tytułów, a główny wątek dość płytki. Co gorsza, można odblokować zakończenia z poprzednich tytułów, używając wewnętrznej waluty. Można się rozwodzić nad istotnością fabuły, ale i tak to gameplay jest tym, co przytrzyma Cię przy grze na kolejne pół roku. Gra dostarcza parę nowości, które robią różnicę. Rage Arts to technika, która pozwoli zmienić przebieg całej rundy dzięki jednemu klawiszowi. Dobre wyjście dla noobów, takich jak ja. Uniki i rzucanie rywalami o podłogę zostało osłabione, a akcje slow-mo dodają dramatyzmu. Zmiany nie będą kłopotem dla starych wyjadaczy, a jednoczeście wiele one wybaczają niedoświadczonym graczom. Ciężko na początku znaleźć oponenta dostosowanego poziomem do nas.


Bandai Namco pracowało nad wydaniem łatki, ale i tak już mam lekko popsute wrażenia po multiplayerze. Nie ma problemu, żeby połączyć się z przyjacielem, o ile znasz kogoś, kto również ma tę grę. Tekken 7 to przyjemne rozwinięcie serii, a nowe mechaniki walki usprawniają gameplay. Walki wyglądają spektakularnie i często możemy liczyć na nagłe zwroty akcji. Niemniej, mała ilość nowych trybów gry i słaba historia ostatecznie pozostawiają niesmak.

★★★☆☆

James Millin-Ashmore


Tekken 7 at CeX




Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Thursday, 26 October 2017

Nokia 3310 (2017) ★★☆☆☆


Nokia 3310 jest jednym z najlepszych telefonów klasycznych jakie możesz dorwać. W większości krajów w których miał już swoją premierę jest bardzo ciężko dostępny, ze względu na to że producent nie był pewny czy telefon będzie się cieszył jakimkolwiek wzięciem. Wbrew pozorom, nie jest produkowany przez Nokię lecz przez HMD Global. Firma ta zdobyła prawa do marki Nokia od Microsoftu na 10 lat. Sprawdźmy czy zasługuje na miano nowoczesnego klasyka.


Zapakowane w małe kolorowe pudełko, to ważące 80g urządzenie na pewno spodoba się fanom oryginalnej Noki 3310. Telefon dostępny jest w 4 kolorach (niebieski, żółty, czerwony i pomarańczowy), które mogą spodobać się zarówno młodym klientom jak i początkującym użytkownikom.

Mając tylko 12mm grubości, Nokia 3310 z łatwością mieści się w dłoni. Trzymanie jej jest miłą odmianą od 6 calowaych telefonów jakie stały się standardem. Oprócz ekranu o przekątnej 2,4 cala posiada również  klawiaturę numeryczną i gniazdo jack na dole. Na górnej krawędzi znajduje się port Micro USB(Łatwiej znaleźć Polaka który nie lubi Wiedźmina niż kogoś kto ma ładowarkę z cienkim bolcem). Tylna klapka ma gładkie i zaokrąglone krawędzie z matowym wykończeniem. Z tyłu znajduje się aparat 2MP z fleszem LED oraz głośnik. Jest wyposażony w Dual SIM oraz wspiera karty Micro SD do 32GB co z pewnością się przyda, gdyż telefon ma tylko 16MB (wystarczające tylko na 7-8 zdjęć, Kruci!). W pudełku znajduje się ładowarka Micro USB oraz para słuchawek.

System na którym śmiga to Nokia S30, platforma bardzo łatwa do nauczenia i używania. Nie da się go odblokować odciskiem palca, nie rozpoznaje on również właściciela po oczach. W klasycznym stylu czerwona słuchawka włącza i wyłącza telefon po przytrzymaniu. Główny ekran to jedyne menu, można je przywołać poprzez wciśnięcie głównego przycisku który jest również cztero kierunkowym dżojstikiem, który można przypisać do określonych funkcji takich jak kalendarz czy wiadomości, dzięki czemu są one szybko dostępne. Jedynymi ciekawszymi aplikacjami są gry a wśród nich powracający w glorii i chwale ‘Snake’. Wyprodukowany przez Gameloft nie przypomina już Snake którego pamiętacie. Ten odnowiony ‘wąż’ jest kolorowy i plącze się po planszy w celu pożerania jabłek dzięki którym rośnie. Inne gry to dema ‘Asphalt 6’ oraz ‘Diamond Twister 2’ których pełne wersje mogą zostać zakupione poprzez SMSa. Jest również sklep internetowy pozwalający na ściągnięcie innych aplikacji i gier, ale ściągnięcie ich za pomocą sieci trwa całe wieki. Warto w tym miejscu wspomnieć o fakcie że 3310 nie wspiera ani 3G ani nawet Wi-fi. Ten telefon wywołuje naprawdę duże napływy nostalgii, chociażby przeglądanie internetu z tą prędkością przywołuje surfowanie w latach 90. Nie można ustawiać własnych dzwonków, telefon posiada Radio FM oraz wbudowany odtwarzacz MP3 który świetnie sprawdzi się przy porannym joggingu.

Pisanie na numerycznej klawiaturze, sprawi że ponownie będziecie się zastanawiać co jest szybsze żmudne klepanie tych samych cyferek czy może legendarne T9? Pisanie w którykolwiek z tych sposobów daje naprawdę dużo frajdy, przynajmniej dopóki nie musicie pisać długiego SMSa.

2MP aparat robi ładne zdjęcie w światło dzienne i odrobinę lepsze od przeciętnych również wieczorem, tak długo jak nie porównacie go z którąkolwiek kamerą smartfona. Zdjęcia wyglądają przyzwoicie tak długo jak znajdują się na ekranie telefonu, po przeniesieniu na monitor/telewizor widać dopiero jak niskiej są jakości. Co ciekawe, aparat posiada tryb serii oraz filtry kolorów, a także kamerę która jest w stanie nagrywać video w rodzielczości VGA.



Bateria 1200 mAH wytrzymuje ponad 2 dni (!), a przy aktywnym korzystaniu firma obiecuje że wytrzyma on nawet 25h! Ładowanie do pełna trwa 3 godziny używając standardowej 550 mA ładowarki Micro USB. Udało nam się nawet dwa razy upuścić telefon, raz z kieszeni w spodniach, raz z kieszeni na piersi w koszuli, w obydwu przypadkach nic się nie stało.

Nie da się ukryć że jest to telefon dla kogoś kto szuka ‘współczesnego klasyka’ lub ma ogromny sentyment do oryginalnej 3310tki. Dla każdego innego potencjalnego użytkownika może posłużyć on jako zapasowy telefon do dzwonienia, wyposażony w niesamowitą baterię. Jeśli nie zamierzacie czuć się jak jaskiniowiec, zignorujcie ten model i zwróćcie się w stronę któregoś z budżetowych smartfonów.


★★☆☆☆

Pritesh Khilnani


The NEW Nokia 3310 at CeX




Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Tuesday, 24 October 2017

Crash Bandicoot N.Sane Trilogy ★★★★☆


Oryginalny Crash Bandicoot wyszedł dzień przed moimi 11 urodzinami, niecałe 21 lat temu ... przerażająca sprawa. Produkcja wprowadziła studio Naughty Dog, znane dziś przede wszystkim z Uncharted i The Last of Us, do pierwszej ligi. W tym okresie Crash Bandicoot wyznaczył nowe standardy gry platformowej. Nie tylko odeszli od koncepcji grania od lewej do prawej, ale zmienili ją na taką, w której kieruje się postacią w głąb ekranu. Teraz, może to wydawać się głupie, ale był to rok 1996, kiedy wciąż czekaliśmy na Mario 64.


Dotychczas mieliśmy dużo remasterów HD, dla konsol nowych generacji, ale były to po prostu niewielkie uaktualnienia tekstur i ramek. Crash N. Sane Trilogy został odbudowany. Porównując go do filmów animowanych, tworzonych przy wysokim budżecie i przy użyciu CGI, nadal dostrzegamy pewne podobieństwo, tak, jakby między wydaniami nie istniała luka czasowa. Crash upadł na twarz N. Sanity Beach, a szczęście i nostalgia rozpoczyna się, kiedy się ruszasz i wbiegasz do dżungli, skacząc, przebijając się, zbierając jabłka i rozbijając pudła. Ach, lata 90.

Vicarious Visions, najbardziej znane z produkcji portów do Skylanders i portu Doom 3 dla konsoli Xbox, wyszło z przytupem na świat i nie tylko odtworzyło oryginał, ale również Crash 2 i Crash 3: Warped. Coco, który został wprowadzony do Crash 2 (ale nie był grywalny aż do trzeciej części, tylko w jej pewnych etapach), jest teraz dostępny we wszystkich trzech grach, lecz lekko zmodyfikowany.

Oczywiście wiele modeli i animacji wzbogaciło się o pewne elementy, ale udało im się zachować styl oryginalnej estetyki. Wszystkie oryginalne animacje postaci pozostały, podobnie z resztą jak komiczne sceny śmierci. Poziomy zostały poważnie przebudowane. Tam, gdzie zielona trasa przeszła na trawę z boku ekranu, teraz została zastąpiona przez w pełni modelowaną trawę i listowie. Nawet niewielki odcisk stopy na piasku (i w śniegu) został zrobiony jak należy. (Coś, czego w Infamous: Second Son nie zrobili … to nie tak, że czepiam się szczegółów ...)


Analogowy drążek może być teraz używany do poruszania się (W Crash niepotrzebny jest kontroler Dualshock), ale często znajdowałem się w odwrotnej sytuacji, aby uzyskać większą dokładność, podczas skakania na pudełka lub w lukach, czy w niektórych, bardziej niebezpiecznych odcinkach trasy. W przeciwnym wypadku, na wszystkich poziomach znajdują się dodatkowe pola punktów kontrolnych. Zazwyczaj umieszczane przed i po trudniejszej części przebytego dystansu. Jeśli zginiesz zbyt wiele razy, na Checkpoint’cie otrzymasz maskę Aku Aku, która pomoże Ci przeżyć. System oszczędzania Etap Bonus Stage związany z zapisem gry, został zamieniony na typowy Autosave, a gra sama wydaje się być o wiele bardziej hojna, pod kątem otrzymywanej ilości dodatkowych żyć.

Gra (na standrdowym PS4) działa przy 1080p i przeważnie mieści do 30FPS (klatki na sekundę). Chociaż PS4 Pro działa na wyższym 1440p, więc nie do końca w pełni 4k, trzyma szybkość klatek z łatwością. PS4 Pro ma również kilka innych małych akcentów, takich jak lepsze cienie i niektóre dodatkowe sztuczki przy zmianie oświetlenia. Obie wersje wyglądają świetnie. Chociaż wszystko, co napisałem, brzmi pozytywne, jest kilka małych rzeczy, które mnie zawiodły.

Starszy teaser, pokazywał grę z prędkością 60FPS. Byłoby to miłe zarówno dla animacji, jak i do reakcji na kontroler, ale przypuszczam, że został zmniejszony z powodu ograniczeń technicznych.
Oryginalne wersje playstation również działały z prędkością 30 FPS, więc być może było to również kwestią tego.

Ekrany ładowania występują zdecydowanie zbyt często. Nie są one aż tak długie, (patrząc chociażby na grę Prey), tylko trwają około 8-15 sekund. Ekran tytułowy musi zostać załadowany, następnie naciskasz przycisk start, a następnie ładuje się on ponownie, aby móc wybrać grę, w którą chcesz zagrać ... a następnie ładuje się znowu .... Podobnie wygląda kwestia ładowania między poziomami a światem centralnym. Nie ma to wpływu na grę, ale może być trochę nużące.



Detekcja kolizji (i hitboxów) może być czasem problematyczna. Często brakuje krawędzi platformy, problem pojawia się również przy trafieniach w nieprzyjaciela lub wpadając pułapkę, bez winy samego gracza. Największym problemem jest to, że Crash czasem ma problem z wykonywaniem tak banalnych czynności jak skakanie po drewnianym pudełku. Jednym z głównych elementów, których będziesz wykonywać wiele razy w tej grze. Chociaż sama gra jest świetna dla fanów oryginałów, podobnych do mnie, ale nie jestem przekonany, czy nowi odbiorcy ją zaakceptują. To nadal 20 letnia platformówka i taką zostanie. Na dobre i na złe.
Czekam na remake Spyro, jako następnej pozycji. 

★★★★☆

Bryan Wyatt


Crash N. Sane Trilogy at CeX




Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl