Wednesday, 25 April 2018

Burnout Paradise Remastered ★★★★★


EA umożliwiając Criterion Games zrobienie nowej gry z serii Burnout, jest niemal jak Microsoft dający Rare wypuścić nowe Banjo Kazooie, czy Perfect Dark. Criterion nęcił nas tytułem mającym być dziedzictwem dawnego klimatu serii już na E3 2014 i nigdy więcej od tego czasu. Typowo, jak to EA, ekipa skrupulatnie spędzała swój czas nad trybem Star Fighter Assault do Star Wars Battlefront 2, oczywiście mając u boku również DICE. Główna część ekipy, włączając dwóch założycieli, Alex Ward i Fiona Sperry odeszli pod koniec 2014 roku. Uformowali oni później małe studio Three Fields Entertainment, które to niedługo później opublikowało trzy gry. Destructive Golf, tytuł mówi dobrze sam za siebie. VR’ową  grę FBI, bazowaną na Burnoutach, posiadającą własny Crash Mode - Danger Zone.


Mimo tego, że 10 letni oryginal nadal wyglądał dość dobrze Stellar Entertainment podjęło się remastera, z którego właśnie zrodziło się Burnout Paradise Remaster. Na pierwszy rzut oka nie jest to duży krok do przodu, raczej mnóstwo małych, dobrych akcentów. PS4 i Xbox One z rozdzielczością podbitą do 1080p, sama gra płynnie w 60 klatkach na sekundę. Podwojono więc klatkarz z PS3 i 360, które wyświetlały grę w 720p. Dodano też efekty cząsteczkowe widoczne dobrze przy otarciach o inne auta, czy większych kraksach.

Idąc dalej, Xbox One X i PS4 Pro stawiają krok jeszcze dalej umożliwiając grze wyświetlanie w natywnym, najprawdziwszym, wspaniałym, 4K. I dodają jeszcze kilka efektów, jak dym z opon i subtelne HDR widocznie podczas wyjeżdżania z ciemnego tunelu prosto na ostre słońce. Anty-aliasing jest miejscowo dość chropowaty, ale raczej ciężko dostrzec to podczas jazdy. Głównie dotyczy to ogrodzeń, znaków drogowych, czy linii wysokiego napięcia. Co dziwne, motion blur został usunięty, prawdopodobnie ze względu na podniesiony klatkarz negujący jego efektowność. Kilka sekwencji wideo w grze zostało pominiętych przy odnawianiu, więc widać przy nich sporo niedoskonałości. Na szczęście jest to tylko kilka w świetle całej gry.

Burnout Paradise porzucił konwencje poprzednich edycji na rzecz w pełni eksplorowalnego miasta. Każde skrzyżowanie ma swoją interakcję, która zwykle to i tak wariacja na temat wyścigu przez miasto. Do tego Road Rage, czyli zmagania z celem wytrącania z trasy konkurencyjnych aut i Stunt Run, w którym zdobywamy punkty za skoki, drifty, czy jazdę pod prąd.

Burnout nigdy nie zmusza do wykonywania aktywności. Mamy wolność poruszania się po Paradise City w dowolnej chwili, od samego początku jesteśmy wręcz do tego popychani. BIllboardy, bramy, barierki, czy skocznie rozstawione po mapie czekają na wykorzystanie lub rozwalenie. Opcje online są dostępne cały czas, przez wciśnięcie prawej strony panelu D-pad, daje to dostęp do wyścigów i kraks z innymi graczami w internecie, co na pewno spodoba się fanom Crash Mode. Jeśli już gramy online, przy każdej aktywności wyświetlają się osiągnięcia i rekordy znajomych. Daje nam to możliwość postawienia sobie za cel pobicia ich wyników.


Z pewnością kompetentny remaster, Burnout Paradise dodatkowo ma już w zestawie wszystkie wydane dodatki, włączając Legendary Cars, Toy Cars, Paradise Bikes (co do czego jestem pewien, że zostały dodane po tym jak Criterion porzucił EA temat Road Rash, ale został on odrzucony). Największą z dostępnych do pobrania treści jestem Big Surf Island. Dodatek do już całkiem dużego miasta, z własnym zestawem aktywności i billboardów do rozwalenia.

Nie jest to najlepsza gra z serii (osobiście przyznałbym ten tytuł Burnout’owi 3), jednak z radością przyjmę Burnout Paradise jako akceptowalny substytut. Podsumowując, na pewno jest tak samo fajny, jak dekadę temu.


★★★★★
Bry Wyatt

Burnout Paradise Remastered at CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

No comments:

Post a comment