Sunday, 26 August 2018

OnePlus 6 ★★★★☆


Rutyną OnePlusa stało się by ich nowe, flagowe telefony ukazywały się na rynku równo co 6 miesięcy, tym razem “6”, aż rwie się do podbicia najwyższego miejsca podium smartfonów na androidzie. Nowy procesor, zupełnie nowy design, lepsze podzespoły, większy ekran i kilka dodatkowych smaczków czynią razem OnePlus’a 6 całkiem unikalną konstrukcją, w porównaniu do poprzedników, w zamian za jedynie marginalny wzrost ceny.


Lustrzana Czerń (jedyna wersja z 6/64GB) to w całości czarne szkło. Kiedy to Północna Czerń (wykończenie matowe), Jedwabna Biel (szklany był ze złoto-różową ramką) i limitowana edycja w kolorze Czerwonym są dostępne w konfiguracji 8/128GB. Do tego wersja Marvel Avengers (szklany tył i wykończenie stylizowane na włókno węglowe) dostępna w konfiguracji 8/256GB.

Notch jest tutaj dość ikoniczny jako, że przednią taflę stanowi AMOLED’owy ekran 6.28”, do tego Slider Powiadomień(wspomaga przełączanie się pomiędzy profilami Dźwięk, Wibracje, Wyciszony) został przeniesiony na prawą stronę. Pionowa podwójna kamera odpowiada za tylny zespół aparatu razem z LED’owym flashem, przy czym towarzyszy im do tego czytnik linii papilarnych.

Oxygen OS jako zwieńczenie Androida 8 Oreo jest jednym z najbardziej customizowalnych UI z opcjami takimi jak Dark Mode, zmiana czcionek, nawigacja sterowana gestami i Tryb Gamingowy. Żadna nie jest na rynku nowa, to coś co robi każdy producent po kolei. OnePlus jednak wziął z tego co najlepsze i w skrzętnej kombinacji zastosował w swoim nowym telefonie. Rozpoznawanie twarzy jako dodatkowa opcja odblokowywania ekranu również nieźle spełnia swoją rolę, poza niektórymi momentami w słabym świetle.

Gry takie jak PUBG, czy Asphalt 8 działają na najwyższych detalach bez problemu. Filmy wyglądają znakomicie na AMOLED’owym wyświetlaczu, jedynie pojedynczy głośnik nie jest tutaj rewelacją, również ze względu na jego ulokowanie sprzyjające przykryciu go przypadkowo ręką. Na szczęście razem z USB typu C mamy gniazdo jack z wysokiej jakości wyjściem audio. Bateria 3300mAh starcza w zupełności na cały dzień pracy, a dzięki opcji szybkiego ładowania mamy od 0 do 100%, w mniej niż godzinę, jednak mimo szklanego tyłu, nie ma on opcji bezprzewodowego ładowania.


Główny aparat to 16MP z technologią stabilizacyjną OIS, pozwoli ona nam zrobić ładne ujęcia w ruchu, zaś drugi 20MP przeznaczony jest do trudniejszych warunków oświetleniowych i ujęć  portretowych. Czasami przetworzenie świeżo złapanej klatki chwilę zajmuje, ale efekty zdjęć przy pomocy światła dziennego są świetne. Chociaż nie tak dobre jak w S9+ czy Pixelu 2 XL. Ujęcia nocne są zaskakująco wyraźne, bez dużego zaszumienia. Tryb Pro ma szeroki wachlarz opcji by jeszcze bardziej dopasować możliwości do Waszych potrzeb. Wideo to maksymalnie 5 minut nagrywania w 4K, a opcja slow-mo pracuje w 480 klatkach na sekundę. S9+ dla porównania to 960 klatek, z lepszymi detalami.

OnePlus 6 próbuje konkurować z iPhonem X, S9+, Pixelem 2 XL ale przy cenie mniejszej prawie o połowę, małe wpadki można im chyba wybaczyć, zwłaszcza jeśli i tak mieliście go już na oku. Co dziwne, nie ma przy nim oficjalnej notki o standardzie IP67, która była niejako codziennością w OnePlus’ach. Jeśli poza tym nie obchodzi Was również brak bezprzewodowego ładowania i głośników stereo - to zdecydowanie powinien być Wasz następny telefon.


★★★★☆
Pritesh Khilnani

OnePlus 6 w CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Saturday, 18 August 2018

God Of War (2018) ★★★★★


Pewnego razu, Roger Ebert rzekł “Gry wideo nie mogą być sztuką”. Był stary, więc wybaczymy mu ten potwarz, jednak ja zdecydowanie się z tym nie zgadzam i na nagrobku z nutą goryczy składam dowód główny, God of War z 2018 roku.

Najnowszy tytuł opowiadający losy Kratosa jest już siódmą odsłoną tychże w całej serii - nie wspominając o ohydnej próbie na urządzenia mobilne - wkład ma też, od 11 lat tutaj nie widziany, Cory Barlog, który ostatnio miał styczność z marką przy God of War 2. To naprawdę długi czas jak na branżę gier. W tym czasie kultura tego świata rozwinęła się znacząco i sprezentowała twórcom możliwość opowiadania większych, głębszych i bardziej znaczących historii. Barlog dorzucił do szali swoje 11 lat doświadczeń z innych tytułów i przyczynił się do stworzenia jednej z najbardziej fascynujących i wszechstronnych gier ostatnich lat.


By osiąść gdzieś z dala od dawnych waśni, Kratos przeniósł się na północ i rozpoczął nowe, spokojniejsze życie. Gra rozpoczyna historię od protagonisty poddawającego kremacji swoją żonę i stawającego przed wyzwaniem samotnego wychowania syna. (Serio. Lepiej nie miejcie dzieci z tym typem. Zawsze kończy się to śmiercią… bycie Bogiem Śmierci to chyba wystarczająca wskazówka). Kratos mierzy się z tym jedynym sposobem jaki jest mu znany, maczo-sposobem. “Zapolujmy, chłopcze”. Rozpoczęcie podróży kopania grobów całej nordyckiej mitologii kręci się wokół Altreusa, syna Kratosa, gra on kluczową rolę w kłopotliwym utrzymywaniu gniewu Kratosa w ryzach. Ojciec za to uczy syna podstaw przetrwania, jednocześnie ucząc się na nowo empatii i wiążąc się z chłopcem. Coś jak Will Smith w The Pursuit of Happiness, ale z większą dawką Testosteronu i mniej irytującym dzieciakiem.

Kiedy to podróż nam zaprezentowana jest przytłaczająco wręcz ogromna, ścieżka jest właściwie dość liniowa, ale nie sprawia to wcale że mniej epicka. Od pierwszego machnięcia toporem Kratosa, do samych napisów końcowych - żadnego ekranu ładowania. Wszystko jest załatwione przyjemnymi przerywnikami, krajobrazami i obszarami przejściowymi. Świat gry nie jest tak otwarty jak można by podejrzewać, pozostaje on raczej skupiony na eksploracji. Nagradza zwiedzanie ukrytych zakamarków rzadkimi przedmiotami, ulepszeniami i punktami doświadczenia. Nowy Tomb Raider to całkiem zbliżona materia, mowa głównie o lokacjach, do których powracamy przed każdym nowym wypadem. Wspominając o powracaniu nie można zapomnieć o fenomenalnym silniku pozostawiania śladów na ziemi i śniegu. Błoto z Uncharted 4 ma w końcu godnego rywala. Seria God of War nigdy nie zawodziła oprawą graficzną i ta odsłona pod żadnym pozorem nie odchodzi od zasady. Od niepohamowanie potężnych postaci jak Wąż Świata, po tycie, szczegółowe i jakże ważne sprawy jak elementy pancerza trzepoczące w biegu. Cały obrazek jest niesamowicie imponujący.

Kamieniem węgielnym God of War jest bez wątpienia walka, która pozostała brutalna i gwałtowna jak zawsze. Poczucie ciężkości i satysfakcja. Krew w całej palecie kolorów, a nie tylko we znanym już każdemu szkarłacie. Nie żeby narzekać, taka tylko uwaga. Przechodząc z ikonicznych Ostrzy Wojny na nowy, błyszczący, Bitewny Topór Kratos zyskał całą gamę ruchów  do dyspozycji, z oczywiście dodatkowymi do zdobycia w trakcie gry. Sama rozgrywka ma w sobie ogrom systemów ulepszeń, drzewka umiejętności mają swoje drzewka umiejętności. Kratosowi zapomniało się też parę rzeczy, na przykład jak pływać. Co można nawet uznać za plus - brak wodnego poziomu. Tak czy inaczej dostało mu się za to całkiem zręczne podejście do wioślarstwa. Moją jedyną bolączką w systemie walki było to, że przydałoby się mimo wszystko kilka ataków kończących więcej. Każdy przeciwnik ma tylko jedną opcję na zakończenie swojego żywota, jak dobrze by to nie wyglądało, szybko staje się powtarzalne.


Każdy moment, który spędzałem nie grając w God of War’a był oczekiwaniem na powrót do domu i kontynuowanie przygody. Rzadko kiedy można jeszcze znaleźć równie solidną i wciągającą historię. Na szczęście zdarza się to ostatnimi czasy coraz częściej, God of War i The Last of Us są doskonałym przykładem czym może być znakomita gra. Żyjemy w dobrych czasach. “Nie pozwól sobie na współczucie. Oni na pewno nie będą.” - Kratos

★★★★★
Bry Wyatt

God Of War w CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Wednesday, 18 July 2018

Rick & Morty: Season 3 ★★★★★

Uwaga mieszkańcy Ziemi C-137

Czy to dobrze, czy źle, jest to fakt, cały świat zakochał się w Ricku & Mortym. Od memów czy Pickle Rickiem do sosu syczuańskiego, będąc wręcz niemożliwym do zaprzeczenia fenomenem, który animowali Justin Roiland i Dan Harmon. Jeżeli jednak zignorujemy hype opływający całe to uniwersum, czy ostatni sezon był w ogólnie taki dobry? Łapcie za swoje portal guny, sprawdzimy to razem.

Zalety

Największa siłą trzeciego sezonu Ricka & Mortiego była o wiele solidniejsza i atrakcyjna narracja; idąc z wydarzeń finału drugiego sezonu i płynąc na tej fali kreując cały rozdział z szeregiem odcinków przedstawiających najbardziej ambitny sposób opowiadania historii na jaki zdobyli się twórcy. W rezultacie, budowany jest przed nami obraz rodziny o wiele głębszym charakterze, wciągający na przestrzeni emocjonalnej i jednocześnie zabawny.
Co więcej, ton w jakim widzimy wspomniane epizody jest zdecydowanie mroczniejszy i kilka razy sięga w tym wiele głębiej niż przez całą serię. Bez wchodzenia w spoilery (dla wszystkich, którzy nadal mają nadzieję zabrać się do oglądania), łańcuch wydarzeń w pierwszym epizodzie sprawia, że Rick staje się jeszcze bardziej niezrównoważony niż kiedykolwiek podwajając swoją arogancję i autodestruktywność. Prezentowany jest nam on więc dużo bardziej kreskówkowo niż wcześniej (raz dosłownie przemienia się w ogórka), reakcja środowiska na jego nową, bardziej erupcyjną, dziwnie uczłowieczającą postać wzmaga zaangażowanie w nowy format narracji.

Wady

Chociaż sezon 3 jest fantastyczny, to nie jest już tak schwifty (jak się macie, dzieciaki?), jak niektórzy mogą myśleć. Nawet biorąc pod uwagę to, że jest najbardziej spójną serią, to pod względem jakości, nie trafia jednak na wyżyny sezonu 2. Nie ma w nim niczego równie szybko cytowanego jak "Total Rickall" czy "Get Schwifty". Byłbym zaskoczony, gdyby wiele osób twierdziło, że ich ulubiony odcinek pochodzi z ostatniego sezonu.

I w końcu, prawdopodobnie najważniejszy był wyraźny brak Jerry'ego tej serii. Co z tym nie tak? Osobiście w pełni popieram alternatywny solo sequel Jerry'ego. Make it happen, Adultswim.

Werdykt

Niezależnie od opinii ludzi w internecie, Rick & Morty pozostaje jedną z najmądrzejszych komedii w telewizji. Wykracza daleko poza tematy naukowe i filozoficzne, z którymi się zmaga; Zręczna sztuka opowiadania historii, którą wykorzystuje spektakl, sprawia, że jest on jego siłą napędową. W tym tempie sezon 4 może stać się wydarzeniem telewizyjnym naszego pokolenia.

O ile wyjdzie w naszym życiu...

★★★★★
Sir Thomas Baker



Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Monday, 16 July 2018

A Way Out ★★★★☆


Doświadczenia w w trybie co-operacji są w tej chwili bardzo nieliczne w rynku gier wideo, więc A Way Out jest interesującą propozycją już z samego założenia. Gra “w ucieczkę z więzienia” bez kampanii dla jednego gracza, a także bez trybu multiplayer. Zamiast tego możemy wysłać zaproszenie do dowolnej osoby z listy znajomych, a po pobraniu gry będą mogli oni  grać razem z Nami. To dość nowatorski pomysł, przy pomocy którego gra pozbywa się większości problemów, które pojawiają się podczas próby grania ze znajomymi przez sieć. (Tak, to o tobie mówimy, Fortnite.)


Mówiąc o kooperacji, każdy gracz wybiera jednego z dwóch głównych bohaterów, a ta decyzja pozostaje z nami już do końca rozgrywki. Mamy tutaj chodzący spokój, Vincenta Morettiego, rozciągającego się już do szeregu zbrodni, których to kulminacją będzie oczywiście morderstwo oraz Leo Caruso reprezentującego bardziej tradycyjny typ karierowicza-przestępcy. Jest twardszy i bardziej agresywny, a do tego ma już zanadrzu doświadcze z życia w więzieniu i.. gburowatość. Obaj mężczyźni mają różne mocne i słabe strony, a my będziemy musieli zmusić ich do pracy jako zespół, aby mieć choć nadzieję na odblokowanie jednego z lepszych zakończeń. Dwaj uciekinierzy są często w pewien sposób rozdzielani, a my kończymy z klasyczną kamerą przedzieloną przez środek ekranu.

Rozgrywka obejmuje typową pulę wydarzeń w stylu ATB połączoną z układanką lub dwoma możliwymi rozwiązaniami. Nie są to najciekawsze zadania, ale rozgrywka często zajmuje tylne siedzenie, aby na przodzie usadzić opowiadanie historii tak dobrze, jak to tylko możliwe. Mamy do rozplanowania tylko 6-8 godzin, więc prawdopodobnie najlepiej jest przysiąść do gry na raz, najwyżej dwa. Długość rozgrywki odzwierciedla zawartość całkiem dobrze, gra nie jest wystarczająco długa, abyśmy zaczęli odczuwać jej powtarzalność. Biorąc to jednak pod uwagę, nie ma raczej miejsca na ponowne podejścia, pomimo opcji aby zagrać ponownie z perspektywy drugiej połowy duetu lub dążyć do innego zakończenia.


Sam świat jest też trochę niewyraźny i nie ma w nim wiele do zrobienia, jeśli mówimy o czymkolwiek poza dalszym popychaniem historii do przodu. Kiedy zrozumiemy wszystkie zasady panujące w grze nie jest ona szczególnie skomplikowana, jednak nie umniejsza to ogólnego wrażenia. Jeśli przypasuje; to jeden z najlepszych sposobów na spędzenie czasu z kumplem. Za wszelką cenę starajcie się unikać patroli lub walczyć z połową więzienia, kiedy na początku coś pójdzie Wam nie tak.

Jeśli macie konkretnego partnera w grach, warto rzucić okiem na jeden z lepszych tytułów co-op ostatnich lat. Wystarczy, że wyślecie zaproszenie do rozgrywki, a historia od samego początku przykuwa uwagę dość mocno. Nie jest idealnie i nigdy nie sprosta hype’owi jaki miał miejsce przed wydaniem, ale z A Way Out wciąż warto spędzić deszczowe popołudnie lub dwa.

★★★★☆
James Millin-Ashmore

A Way Out w CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Thursday, 28 June 2018

Onrush ★★★★★


Witamy w Onrush. Owocu połączenia  Motorstorma, Burnouta i Overwatcha. Zrodzonego podczas gwałtownych opadów koksowych, z gumowatymi robakami i spodkami z sorbetu. Evo Studios, formalnie Evolution Studios, nie są obce gry wyścigowe, wcześniej tworzyli Driveclub i, gdyby tego brakowało, MotorStorm. Onrush to zupełnie inna bestia i ich pierwsza wieloplatformowa gra utrzymująca tradycję umieszczania dwóch słów bez przestrzeni pomiędzy nimi. W Onrush nie ma prowadzenia, bo nikt nie jest z tyłu. Staramy się, aby zdobyć przewagę nad opozycją.  Wspólna praca z zespołem, razem jako ekipa, aby powstać, przejechać i zrujnować rywali. To jest cel. Uczenie się każdej możliwej trasy mapy staje się identyczne, jako integralna część poznawania niuansów każdego typu pojazdu.


Pojazdy są podzielone na cztery klasy, od lekkich do ciężkich, z dwoma w każdej klasie. Każdy z własnym zestawem zalet i dodatków. Wszystkie pojazdy są wyposażone w Boost, a używanie go ładuje pasek Rush’u. Użycie Rush’u daje niszczycielską wręcz moc, pomijając niebieską aurę, daje wyjątkową prędkość i prędkość, by rozwalić rywali, jednocześnie dając też wyjątkową właściwość zależną wybranego pojazdu. Onrush składa się z czterech głównych rodzajów gier. Podczas odliczania każdy musi przejść przez jak największą liczbę punktów kontrolnych, aby wstrzymać licznik od zejścia do zera, co oznacza przegraną. Powoduje to kilka zatory graczy na torze, ponieważ wszyscy próbują równocześnie zajmować tę samą przestrzeń, co nie wygląda tak źle jak brzmi. Overdrive to test prędkości. Wykonujemy duże skoki, ryzykowne manewry i rozbijamy pozostałe samochody poza torem, aby zachować napełnienie licznika doładowania; utrzymujemy combo tak długo, jak to możliwe, aby zarobić więcej punktów niż przeciwnicy. Lockout działa podobnie do Króla Wzgórza, wszyscy walczący próbują go dogonić Króla i przejąć kontrolę nad ruchomą strefą. Na końcu Switch. Każdy gracz otrzymuje trzy życia by pokonać drużynę przeciwną. Chwyt polega na tym, że zmieniamy klasę pojazdów za każdym razem, gdy tracimy swój wehikuł; zaczynamy od najlżejszych - motocykli i kończymy na wadze ciężkiej. Tryby te są wprowadzone przez Superstar’a, która działa jako kampania dla pojedynczego gracza, wymuszając w grze niezbyt potrzebną historię, ale co ważniejsze, uczy ona wszystkich zasad gry i daje szansę wypróbowania każdego z pojazdów, typów gier i map bez oczu osób online.

Szybka gra to standard, dołączamy do losowej gry online. Jednak w przeciwieństwie do wielu gier działa to wyjątkowo dobrze. Nigdy nie musiałem czekać, aż gracze dołączą i zapełnią lobby.


Magia Onrush znajduje się pod maską, że tak powiem. Silnik gry pozwala by w jednym czasie działo się naprawdę niesamowicie dużo rzeczy na raz. Woda będzie zbierać się w czasie deszczu, a śnieg będzie głębszy, podczas zamieci. Zanieczyszczenia i śnieg utkną i nagromadzą się między bieżnikami opon, a twój pojazd ulegnie nagromadzonym utrudnieniom. Wszystko to działa przy prawie bezbłędnym 60 FPS. Ścieżka dźwiękowa "Onrusha" pomaga podsycać uczucie intensywności i szybkości, podobnie jak w serii Wipeout korzystała ze ścieżki EDM. Dzięki współpracy Evo z Ninja Tune, byli oni w stanie wykorzystać wielu swoich najlepszych artystów; w tym jedenego z moich ulubionych, The Qemists. Ten dynamiczny sposób, w jaki dźwięk “przesuwa się” w trakcie kraksy. Zanurzmy się lub zaczerpnijmy powietrza, poczujmy wolność po wyjściu z krawędzi klifu i lądowania, miażdżącego niczego niepodejrzewającego rywala, wszystko to zgrywa się w wyjątkowo piękny obraz

Onrush jest grą, do której bez wątpienia będę wracał z biegiem czasu, na kilka wyścigów by wypełnić lukę między innymi grami. To będzie SSX tej generacji.

★★★★★
Bry Wyatt

Onrush w CeX

Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Wednesday, 27 June 2018

Donkey Kong Country: Tropical Freeze ★★★★★


Pomimo swojego statusu ogólnej porażki, Wii U miało kilka asów w rękawie jeśli chodzi o premiery gier, a 2014 Donkey Kong Country: Tropical Freeze był jednym z najlepszych i najbardziej niedocenianych. Na szczęście, podobnie jak wiele gier z tej generacji, otrzymał swoje drugie życie na Nintendo Switch - konsoli, którą ludzie ... no wiecie, kupili.

Ale czy po 4 latach powrót Donkey Konga będzie tak słodki jak dojrzały banan, czy też grając dostaniemy niczym beczką po głowie?

   

Zalety

Zgodnie z oczekiwaniami gra się równie dobrze na Switchu, jak na Wii U; Nintendo udoskonaliło side-scrollery 2D "prawie 3D" ponad 20 lat temu na SNES, a ta formuła jest nadal tak samo przyjemna na naszym postapokaliptycznym pustkowiu w 2018 roku. Każde tło wypełnione wspaniałymi teksturami i animacjami, wrogowie są zróżnicowani, a każde zwycięstwo jest ciężko wypracowane (więcej o tym później).

Ale co, jeśli jesteś jednym z kilkunastu graczy, którzy już grali w grę na Wii U? Cóż, wersja Switch jest wciąż warta spróbowania, ponieważ zawiera zupełnie nowy "Funky Mode", w którym gramy jako Funky Kong, fajne, obłe okulary przeciwsłoneczne, czego chcieć więcej. W trybie Funky, możemy cieszyć się dodatkowymi życiami, odświeżonymi przedmiotami i opcją pomijania poziomów, co czyni całość dość przystępną, szczególnie dla młodszych graczy.

Wady

I w sumie jest to super sprawa. Nintendo zdecydowało się włączyć ten nowy, bardziej swobodny tryb, ponieważ podstawowa wersja może z łatwością doprowadzić do furii gracza próbującego dobrze spędzić czas obranej tramwajem drodze do pracy. Lekko skarcić na pewno trzeba niechlujną kontrolę postaci, z której powodu niektóre fragmenty musimy zwalczać metodą prób i błędów, a nie z satysfakcjonującą krzywą uczenia się.

Werdykt

Donkey Kong Country: Tropical Freeze na Nintendo Switch jest tak samo piękny i tak samo zabawny jak oryginał, a z dodatkową mobilnością, całość zmian czyni go w sumie bardziej Mario, niż Dark Soulsami. Mając to wszystko na uwadze pamiętaj od czasu do czasu, rzucić swoimi joy-con’ami w najbliższą ścianę. 


★★★★★
Sir Thomas Baker

Donkey Kong Country: Tropical Freeze at CeX



Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

Monday, 25 June 2018

Samsung Galaxy S9 / S9+ ★★★★★


Galaxy S9 i S9+ zostały wypuszczone zaraz po tegorocznych zapowiedziach na MWC, z podobnymi cenami co zeszłoroczne S8. Samsung dopilnował również aby tym razem było między nimi wystarczająco różnic, w sumie podobnie jak robi Apple(zdecydowanie nie jak Google) co nie jest czymś co osobiście preferuję, ponieważ oznacza to, że to ten większy model jest flagowcem, a nie podstawowa wersja.

Design to nadal to samo połączenie metalu i szkła, jednak wygląda lepiej niż zeszłoroczne S8. 5.8” wyświetlacza S9, podczas gdy w S9+ mamy 6.2”, do tego panele z znanym już Super AMOLED w ratio 18.5:9. Czytnik linii papilarnych nareszcie pod kamerą zamiast obok niej. Do tego jeśli nie wiedzieliście to obok kamery czujnik rytmu serca, tak jak w wielu starszych modelach! Przycisk Bixby jest nadal na swoim miejscu, poza uprawnionymi komendami głosowymi mamy też obsługę nowych języków (translacja na żywo), a aparat pozwoli nam sprawdzić zawartość tłuszczów w naszym organizmie(nie chcecie wiedzieć..).


Telefon jest dostępny w czterech kolorach: Liliowy Fiolet, Nocna Czerń, Tytanowy Szary i Koralowy Błękit. S9 proponowane jest z 4GB pamięci RAM, a S9+ z 6GB. W obu przypadkach podstawowa pojemność to 64GB, która może wynosić w wyższych opcjach do 256GB, plus do tego slot na kartę micro SD, co w sumie daje możliwość do przetrzymywania do 100 filmów w formacie Blu Ray (jeśli właśnie o to Wam chodzi). Oba telefony są wodo- i pyło- odporne i możecie z nimi pływać do 30 minut. Prosto z pudełka otrzymujemy androida Oreo i Samsungowy Experience 9 UI, szybszy niż kiedykolwiek, z mniejszą ilością śmieciowych aplikacji i ogromną customizowalnością Always On display. Skaner tęczówki i rozpoznawanie twarzy były w urządzeniach z Androidem od wieków, a tutaj sprawność ich działania jest jeszcze lepsza, więc rozpoznaje nawet twarze z brodą. W razie gdyby nie to nadal mamy czytnik linii papilarnych(Wstaw żart z iPhone X tutaj).

Jeśli mowa o płynności działania i zarządzaniu multimediami to nie ma niczego z czym S9 i S9+ by nie podołały. Najcięższe pliki, wideo czy gry, a i tak nie zająkną się ani na chwilę. Dochodząc do kamery, bądź kamer (tak jak w przypadku S9+) o czym ta firma wie już całkiem sporo, jednak to pierwszy tego typu model ze zmienną przesłoną, co pozytywnie wpływa na pracę w różnych warunkach oświetleniowych. Ponad wszystkich S9+ ( i Samsung Note 8) mają najlepsze kamery ze wszystkich telefonów obecnie stanowczo stawiając iPhone’a X na swoim miejscu. Inna mocno doceniana nowośc to super slow motion w 960FPS’ach, którą Sony miało już wcześniej, a Samsung robi niezłe postępy na drodze to stania jak równy z równym. Przednia kamera to 8MP, które robi wystarczająco dobrą robotę,, ale nawet nie podobną do Pixel’a 2.


Na koniec mamy AR Emoji, którego raczej lepiej nie omawiać. Niskobudżetowa kopia Animojis i tyle. Jeśli posiadacie S8 lub S8+, zignorujcie S9 / S9+. Jeśli koniecznie potrzebujecie lepszego aparatu, a macie starszy telefon, to śmiało przemyślcie nową propozycję Samsunga. Osobiście poczekam co nam pokaże Huawei w ich P20 Pro, z 3 kamerami!

★★★★★
Pritesh Khilnani

Samsung Galaxy S9 / S9+ at CeX


Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl