Monday, 23 October 2017

Kong: Wyspa Czaszki ★★★★☆


Kong: Wyspa Czaszki jest drugim filmem z gatunku rozwijających się uniwersów, zaraz po zdobywającym ogromne uznanie filmie Godzilla (2014). Gwiazdorska obstawa z Wyspy Czaszki: Tom Hiddleston, Samuel L. Jackson, John Goodman, Brie Larson oraz John S Reilly - a tak naprawdę to zaledwie garstka spośród oryginalnych Power Rangersów, które film może nam zaoferować. Ta powtórka odpowiada na pytanie, czy cała obsada, która została zbudowana na bazie MCU będzie działać na podstawie scenariusza, który jest kompletną klapą - odpowiedź może być co najmniej dziwna.

Wątek bazuje na dokładnie tym, co nasuwa się na myśl - grupa ludzi chce się dostać na nieznaną wyspę, chcą stać się bogaci, oraz chcą być pierwszymi, którzy udowodnią istnienie gigantycznych potworów. John C Reilly działa w roli przewodnika po wyspie, jakby dopiero co powrócił z drugie wojny światowej i działał tak jakby się nadal toczyła. Żołnierze wydają się być ze sobą mocno związani, tak jak lubię - wielu z nich było nie do zapomnienia, jednak w filmie podejmują całą masę złych decyzji, które kończą się wręcz tragicznie.

Podobnie jak poprzedni partner - Godzilla film ma prawdziwy problem, który sprawia, że każdy z tych bohaterów ma znikome znaczenie, a jednocześnie niemalże doskonale sprawdza się w przypadku Kaiju (patrz: olbrzymi, cholerny potwór). Zdąrzyliśmy pokochać już wszystkich tych ludzi, w dalszym ciągu nie odgrywających większego znaczenia, podczas gdy Kong czuje się jak prawdziwe zwierze oddziałowujące na całą scenę, i to nie jak postać królika Rogera, co sprawia, że na wiele sposobów jest najlepszym aktorem w filmie.


Jego gigantyczny rozmiar w stosunku do obsady (i to w odniesieniu do poprzednich iteracji Konga) w normalnych warunkach mogłoby być ciężkie do nakręcenia. aczkolwiek wszelkie ruchy wykonywane dookoła nas, pokazują , że potwór czuł się komfortowo przy swoich rozmiarach. a jego powolne przeciąganie kończyn można porównać do stada słoni przemieszczających się wzdłuż obranej przez siebie ścieżki. Olbrzymia małpa nauczyła się walczyć, i walczy z wiedzą oraz umiejętnościami, które sprawiają, że półświadomość istoty ludzkiej, które posiada, mają sens istnienia. Kong oczywiście myśli, oczywiście planuje i oczywiście ogląda UFC.

Jeżeli uważasz, że nie masz nic przeciwko oglądaniu filmu o gigantycznej małpie, możesz się zaskoczyć. Nigdy fundamentalnie nie byłem fanem filmów o King Kongu, Godzilli itd..., ale z tych czy innych powodów obejrzałem wiele z nich. Kiedy potwory walczą - w sumie o to w tym chodzi - jest to rzeczywiście porywające, nie zmienia to jednak faktu, że czujesz się jak podczas oglądania odcinka Toma i Jerry'ego w trakcie wielkiego kaca jeszcze przed położeniem się do łóżka. Nie chcę jednak, żebyś uważał, że Tom i Jerry nie są niesamowici, bo są, jednak nie w trakcie rozstroju żołądka. Najlepszy w tym wszystkim jest fakt , że nie mogę powiedzieć, że mam kaca, a w wieku 30tu lat rozpadam się z niezwykłą prędkością.

John C Reilly chce wynieść na szczyt film już od samego początku, co wywołuje u mnie uczucie schizofremii, a że jest wystarczająco zabawny, a obsada wydaje się być bardzo przychylna wobec niego, wywołuje to uczucie - jakby myślał, że znajduje się w filmie wojennym Willa Farrella  gdy w tym samym czasie całej reszcie obsady wydaje się jakby grali w Czasie Apokalipsy. Samuel L. Jackson odgrywający swoją rolę w typowo dla siebie intensywny sposób, przypominający jego najlepsze role "Samuela wściekłego Jacksona", co sprawia, że jest on wiarygodną przyczyną złych decyzji i konfliktów.

Podczas gdy w oryginalnej części z 1933, olbrzymi potwór był wzywany za pomocą użycia gongu oraz wyśpiewywania extra długich "kingkongowych pieśni", ta wersja Konga jest znacznie bardziej ukierunkowana na bycie "obrońcom królestwa" - jakby widział siebie samego jako super bohatera posiadającego wielkie moce i ogromną odpowiedzialność. Pozostała część obsady w połączeniu ze wszystkimi wątkami jest na tyle interesująca, że wszystko, co było w nich zawarte w mojej pamięci  - zostało skruszone niczym Pringelsy zdeptane na ziemi. Nic nie sprawia większego cierpienia niż oglądanie daremnego poświęcenia, a ten film zawiera niezmierną ilość takich scen.- przedstawiając je w mój ulubiony i dynamiczny sposób.

Wielu ludzi jest sceptycznie nastawionych wobec dzielenia wszechświatów. ale wydaje mi się, że na daną chwilę karmimy maszynę, która w tym momencie jest wspaniała, lecz ostatecznie przestanie wypluwać ten czysty narkotyk niezbędny dla kinomaniaków. Jednak w tej chwili powinniśmy cieszyć się doznaniami. Ten film nie jest doskonały, w sumie za wiele z niego nie zapamiętałem, od momentu kiedy zobaczyłem go w kinie, jednak odkryłem, że wspominam go czule - i była to ostania przyjemna rzecz odkryta tamtego dnia (dodatkowo odkryłem, że mój przyjaciel poszedł do kina wyłącznie dla przekąsek w postaci nachosów oraz kubka ze słomką). Nie jest on dobry, nie jest on zły, ale najistotniejszy jest fakt, że jest nudny. Stymulowanie wielkiej małpy pełnej przemocy jest najlepsze w przypadku postawienia przed sobą Konga i Godzilli.

★★★★☆

David Roberts


Kong: Wyspa Czaszki at CeX




Get your daily CeX at


Digg Technorati Delicious StumbleUpon Reddit BlinkList Furl Mixx Facebook Google Bookmark Yahoo
ma.gnolia squidoo newsvine live netscape tailrank mister-wong blogmarks slashdot spurl

No comments:

Post a Comment